Czy nauka może zakończyć wojny?
Homo sapiens to gatunek, który potrafi wysłać sondę poza Układ Słoneczny, a jednocześnie – wykorzystując tę samą inteligencję – w sposób karygodny walczyć o skrawek ziemi, zabijając cywilów oraz niszcząc infrastrukturę i ludzką psychikę. Jako młoda osoba patrzę na współczesne tragedie i nie potrafię zrozumieć, dlaczego wciąż to robimy.
Dlaczego zniszczenie czyjegoś życia w imię mglistego celu wciąż bywa określane mianem „zwycięstwa”? Karty historii aż nadto ukazały skalę okrucieństwa, jaką niesie wojna. Czy zatem jest ona nieusuwalnym błędem w naszym „oprogramowaniu”?
Erich Fromm, wybitny psycholog i filozof, próbował odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego człowiek jest jedynym zwierzęciem, które morduje swoich pobratymców na tak wielką skalę i z takim sadyzmem?”. W swoim dziele „Anatomia ludzkiej destrukcyjności” wyróżnił dwa typy agresji. Pierwszy to agresja łagodna – biologicznie zaprogramowany instynkt, który przejawia się w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia; jest racjonalna i służy przetrwaniu. Drugim typem jest agresja złośliwa, specyficzna wyłącznie dla gatunku ludzkiego. Opiera się ona na niszczeniu dla samego niszczenia, na okrucieństwie i żądzy panowania. Według Fromma nie rodzi się ona z natury, lecz z wadliwej kultury oraz braku wykształcenia i rozwoju duchowego.
Fromm skontrastował dwie postawy życiowe: biofilię i nekrofilię. Biofil to osoba kochająca życie, odczuwająca silną potrzebę tworzenia, budowania i uczenia się. Ludzie świadomi i wykształceni rzadko dążą do wojny, gdyż cenią życie jako najwyższą wartość. Ich przeciwieństwem jest nekrofil, którego pociąga to, co martwe, sztywne i mechaniczne. Fromm używał tego pojęcia, by opisać jednostki kochające absolutną kontrolę, siłę, beton i mundury. Takie osoby nienawidzą różnorodności i spontaniczności. Nauka, w tym biopsychologia, pokazuje jednak, że wojna jest „chorobą cywilizacji”, a nie prawem natury. Skoro zaś jest chorobą, nauka może zaproponować lekarstwo: edukację i systemowy rozwój empatii.
Próba „wyleczenia” ludzkości z tej destrukcyjności podjęta została w Norymberdze. Międzynarodowy Trybunał Wojskowy nie był zwykłym sądem, lecz wielkim przedsięwzięciem naukowym i etycznym. Zjechali się tam najwybitniejsi prawnicy, psycholodzy i historycy. Proces stał się momentem, w którym rozum stanął ponad barbarzyństwem. Po raz pierwszy światu ukazano dowody – dokumenty i zdjęcia – przedstawiające porażające realia obozów koncentracyjnych. Stało się to w obecności głównych winowajców (choć Goebbels uniknął sądu przez samobójstwo, na ławie oskarżonych zasiedli tacy decydenci jak Hermann Göring, Joachim von Ribbentrop czy Hans Frank). Po raz pierwszy w historii zwycięzcy nie dokonali jedynie egzekucji na pokonanych, lecz poddali ich rygorystycznej ocenie intelektualnej i moralnej. Wprowadzenie terminu „zbrodnia przeciwko ludzkości” było triumfem rozumu oraz fundamentem nowoczesnego prawa międzynarodowego. Norymberga ustanowiła precedens: rozum ma prawo sądzić siłę.
Fromm dostrzegał wspomniany profil nekrofila u Hitlera i Stalina. Nienawiść obu dyktatorów do nauki i wolnego myślenia wynikała z lęku przed prawdą, której nie da się kontrolować. Totalitaryzmy niszczyły intelektualistów, ponieważ ich krytycyzm zagrażał sztywności systemu. Trudno władać społeczeństwem świadomym, dlatego dyktatorzy posługują się socjotechniką i dezinformacją. Choć radzieckie KGB formalnie powstało w 1954 roku, było bezpośrednią kontynuacją stalinowskich struktur terroru (takich jak NKWD). Jego celem była demoralizacja przeciwnika i sprawienie, by ludzie przestali wierzyć w fakty.
Ten szum informacyjny jest boleśnie widoczny także dzisiaj, głównie za sprawą internetu. Jak dowodzą badania MIT, fałsz rozchodzi się w sieci sześć razy szybciej niż prawda, ponieważ żeruje na prymitywnych emocjach – strachu i nienawiści – które nauka stara się tonować. W dobie nadużywania technologii i bezrefleksyjnego korzystania z AI zanika w nas umiejętność krytycznego myślenia. Tymczasem im bardziej jesteśmy świadomi mechanizmów świata, tym trudniej przekonać nas, że „sąsiad to wróg”. Współczesna wojna zaczyna się od zniszczenia prawdy.
Dlaczego zatem, znając koszty agresji, niektórzy wciąż ją wybierają? Statystyki pokazują, że porywczy liderzy i radykalni populiści bazują na elektoracie o niższym kapitale edukacyjnym. Do tej grupy łatwiej trafić dzięki charyzmie opartej na emocjach i sile, gdyż trudniej jest jej odróżnić demagogię od faktów. Współcześni autokraci wykorzystują tę słabość, nazywając inwazję „operacją specjalną” i stosując język jako narzędzie dehumanizacji. Stalinowskie „szkodniki”, nazistowskie „robactwo” czy współczesna retoryka uprzedmiotawiająca imigrantów to operacje lingwistyczne mające na celu wyłączenie empatii w ludzkim mózgu. To prowadzi do zniekształcenia wielkich idei – takich jak wizja „nadczłowieka” Fryderyka Nietzschego. Filozof głosił samodoskonalenie jednostki, jednak jego pojęcia zostały cynicznie przeinaczone w ideę „lepszej rasy”. To pokazuje, jak kluczowa jest rzetelna edukacja; bez niej najszlachetniejsze myśli mogą stać się narzędziem nienawiści.
Czy nauka zakończy wojny? Z pewnością dostarcza nam narzędzi do usuwania ich, ale nie zmusi nas do bycia mądrymi. Według Stevena Pinkera statystycznie przemoc na świecie spada dzięki „procesowi cywilizacyjnemu”. Przykładem tego sukcesu jest integracja europejska. Francja i Niemcy, toczące ze sobą wojny przez wieki, zdołały zbudować wspólnotę – Unię Europejską. Decyzja ta radykalnie poprawiła sytuację edukacyjną i gospodarczą, a co najważniejsze – zagwarantowała pokój. Organizacja ta, oparta na szacunku do prawa i wiedzy, pokazuje, że nauka i racjonalizm są najlepszym fundamentem bezpiecznego świata.
Wojna skończy się wtedy, gdy społeczeństwa będą na tyle wykształcone, by nie wybierać liderów-nekrofilów i na tyle krytyczne, by nie ulegać propagandzie. Nauka to nasz jedyny kompas w świecie wciąż rządzonym przez jaskiniowe instynkty.
Hanna Naworol, 16 lat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.