Dziennik Gazeta Prawana logo

Brakuje chętnych do zajmowania się niektórymi dziedzinami

24 czerwca 2022

Uniwersytety powinny wziąć na siebie większą odpowiedzialność za zapewnienie wszechstronnego rozwoju nawet niszowych gałęzi prawa

Młodzi ludzie przez cały czas chcą wykonywać zawód prawnika. Prawo wciąż znajduje się bowiem w czołówce najbardziej obleganych kierunków. Z danych Ministerstwa Edukacji i Nauki wynika, że w roku akademickim 2021/2022 uplasowało się ono na piątym miejscu zaraz po informatyce, psychologii, zarządzaniu i kierunku lekarskim. Kandydatów nie zniechęca nawet coraz większe nasycenie rynku usług prawnych ani też gigantyczna wręcz nadprodukcja prawa. Odpowiedzią, szczególnie na tę drugą bolączkę, stała się specjalizacja. Przedstawiciele prawniczych profesji od dawna podkreślają, że prawnik nie musi się znać na wszystkim. Jest to też zresztą mało realne.

Ważne są podstawy

– Specjalizacja zawodowa jest koniecznością. Nie jestem zresztą w tej opinii odosobniony. Czują to też studenci oraz wymaga tego rynek, który potrzebuje ekspertów w konkretnych dziedzinach – wskazuje dr hab. Konrad Zacharzewski, adwokat, kierownik Zakładu Prawa Handlowego i Rynku Kapitałowego w Akademii Leona Koźmińskiego.

Ekspert zawraca też uwagę, że nie jest to nowy trend.

– Potrzeba specjalizacji towarzyszy prawnikom od dawna. Choćby na etapie seminarium magisterskiego studenci muszą wybrać dziedzinę, z której napiszą pracę dyplomową – wskazuje.

Profesor Konrad Zacharzewski podkreśla jednocześnie, że specjalizacja nie oznacza rezygnacji z nauki przedmiotów zaliczających się do kanonu prawniczego, np. prawoznawstwa czy logiki. Zdaniem eksperta te fundamentalne dyscypliny nie mogą zostać zapomniane.

– Młodzi ludzie, którzy są na początku kariery i chcą zajmować się jakimś wyrafinowanym działem prawa, powinni ugruntować wiedzę w podstawowym zakresie, a dopiero później rozwijać się w ramach wybranej specjalizacji – mówi.

Chociaż, jak przyznaje, często trudno jest im dostrzec praktyczne znacznie podstawowych przedmiotów z programu studiów w dalszej karierze. Takie myślenie jest jednak, zdaniem eksperta, nieuprawnione.

– Ostatnio na wykładzie z prawa handlowego omawiałem ze studentami kwestię zaskarżania uchwał walnego zgromadzenia akcjonariuszy spółki akcyjnej. Mamy w tym przypadku dwie podstawy prawne odnoszące się do tego typu działań, tj. art. 422 k.s.h. oraz art. 425 k.s.h. Ten pierwszy przepis jest dość osobliwy, bo są tam dwie alternatywy połączone koniunkcją. Po to jest właśnie logika, żeby takie rzeczy umieć rozszyfrować i nie potknąć się przy podstawowej metodzie wykładni prawa, czyli metodzie językowo-logicznej – tłumaczy.

Mniej popularne nie znaczy gorsze

Ewelina Skocz, partner zarządzający w BCSystems świadczącej usługi doradcze dla sektora prawniczego, zwraca uwagę, że w kwestii specjalizacji zawsze jest na coś moda, która następnie przemija, a w jej miejsce pojawia się nowa.

– Twierdzę jednak, że wynika to ze zmian, jakie dzieją się w otoczeniu biznesowym. Jeżeli rozwijają się dynamicznie nowe technologie, to wiadomo, że ta dziedzina prawa i jej pokrewne (np. IT, e-commerce) także będą popularne. Zainteresowanie daną specjalizacją jest wprost proporcjonalne do aktualnego zapotrzebowania w biznesie – tłumaczy ekspertka.

Jak wskazuje, na topie są obecnie m.in. prawo nowych technologii, energetyka i środowisko, prawo nieruchomości, szeroko rozumiana własność intelektualna czy prawo podatkowe.

Z kolei zdaniem prof. Konrada Zacharzewskiego każda specjalizacja jest istotna, a studenci i absolwenci nie powinni patrzeć na modę, ale w pierwszej kolejności zgłębiać klasykę.

Tyle teorii; w praktyce wygląda to często inaczej.

– Jeżeli chodzi o dziedziny prawa istotne choćby z punktu widzenia działalności państwa, jednak mało popularne wśród studentów czy też na kolejnych etapach kariery prawniczej, to wbrew pozorom jest ich sporo. Weźmy choćby ubezpieczenia społeczne, w których się specjalizuję – mówi dr Tomasz Lasocki z Wydziału Prawa i Administracji UW.

Jak wskazuje, powodów takiego stanu rzeczy jest kilka.

– Wynika to m.in. z polityki samych uniwersytetów, która często nie jest koordynowana w taki sposób, aby zapewnić wszechstronny rozwój nawet niszowych dziedzin. W teorii powinny o to dbać władze uczelni. Jednak różnie to wygląda. W takich przypadkach liczy się z reguły silna osobowość kierownika jednostki, a nierzadko po prostu przypadek – wskazuje.

– Tak było u mnie. Poszedłem za doskonałą renomą kierowniczki katedry prof. Inetty Jędrasik-Jankowskiej – zaznacza dr Lasocki.

Każda specjalizacja jest istotna, a studenci i absolwenci nie powinni patrzeć na modę, ale w pierwszej kolejności zgłębiać klasykę. W praktyce wygląda to często inaczej. Młodzież nie garnie się do takich specjalizacji jak np. ubezpieczania społeczne. Duży wpływ na taki stan ma też polityka uczelni

Zwraca jednocześnie uwagę, że w kancelariach też trudno znaleźć ludzi obeznanych w jego tematyce. – Do oferty jest dodawana z reguły wtedy, kiedy kancelaria osiągnęła już pewną liczbę klientów i musi zapewnić im wszechstronną obsługę. To się po prostu bardziej opłaca – dodaje dr Tomasz Lasocki.

Inna sprawa, że zdaniem eksperta młodzież też nie garnie się do takich specjalizacji jak np. ubezpieczania społeczne, bo – szczególnie na początku kariery – nie wiąże się ona z dużymi pieniędzmi. Większe kwoty idą z reguły za obsługę firm.

Profesor Konrad Zacharzewski przyznaje, że z perspektywy młodego człowieka, który marzy o dużych sprawach, niektóre dziedziny prawa z zakresu programu studiów (w tym często należące do prawa publicznego) mogą się wydawać niezbyt atrakcyjne.

– Uważam jednak, że to błędne myślenie, które często nie ma pokrycia w rzeczywistości. Widzę to na przykładzie prawa handlowego, którym się zajmuję. Często słyszę, że ktoś chce zajmować się fuzjami i przejęciami. Jednak tego typy transakcje przytrafiają się stosunkowo rzadko. A fuzje na dużą skalę, takie jak Lotosu z Orlenem, są operacjami wręcz incydentalnymi. Sama transakcja jest zresztą pod względem modelowym dość prosta. Dlatego zawsze dziwi mnie tak duże zainteresowanie młodych ludzi tymi kwestiami – wskazuje ekspert.

Z kolei Ewelina Skocz patrzy na tę kwestię z perspektywy rynku. Jak przekonuje, jest na nim miejsce nie tylko dla wąsko wyspecjalizowanych prawników w modnych akurat dziedzinach, lecz także dla tych, którzy mają szerszą wiedzę, np. z zakresu obsługi prawnej przedsiębiorstw.

– Firmy działają w gąszczu wielu przepisów. Dlatego z jednej strony są oczywiście potrzebni specjaliści do rozwiązania tych zawiłości, a z drugiej – prawnicy, którzy zauważą ryzyko i spojrzą na organizację kompleksowo, wesprą w bieżącej działalności operacyjnej, gdzie czas wielokrotnie ma ogromne znaczenie – argumentuje.

Antidotum

Doktor Tomasz Lasocki zwraca uwagę, że nie ma jednej drogi do rozwiązania problemu braku chętnych do nauki i praktykowania w niszowych dziedzinach prawa, szczególnie tych istotnych z perspektywy funkcjonowania państwa.

– Myślę, że szkoły wyższe jako instytucje publiczne powinny wziąć większą odpowiedzialność na siebie. Jednocześnie reforma szkolnictwa wyższego w przypadku Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego doprowadziła do radykalnego spłycenia oferty programowej. Przed tzw. reformą Gowina w programie kształcenia znalazły się takie specjalizacje jak prawo kultury i sztuki, prawo prowadzących działalność gospodarczą czy blok, na którym we współpracy z ZUS i ministerstwem finansów studenci zapoznawali się z problematyką podatków i składek z tytułu zatrudnienia. Ponieważ ustawodawca zakazał łączyć na zajęciach studentów stacjonarnych i niestacjonarnych, oferta musiała być okrojona tylko do najpopularniejszych specjalizacji – tłumaczy dr Lasocki.

Jest wobec tego przeciwny ręcznemu sterowaniu przez państwo w tym sprawach.

Z kolei prof. Konrad Zacharzewski w kwestii wyboru specjalizacji widzi dużą rolę opiekuna naukowego, który pokieruje młodym człowiekiem, ale niczego nie będzie narzucał.

– Każdy z nas funkcjonuje w jakimś otoczeniu. Ja zawsze rekomenduję, żeby studenci rozejrzeli się w swoim środowisku naturalnym i sami odnaleźli swoje pasje prawnicze – podkreśla.

Zdaniem eksperta nie najlepszym pomysłem jest natomiast czerpanie inspiracji z filmów czy seriali, szczególnie jeżeli przedstawiają inny porządek prawny.

– Niestety np. amerykańskie produkcje kultury masowej nie przystają do naszej rzeczywistości jurydycznej. To są złe wzorce, bo kultura masowa rządzi się swoimi prawami. Kiedyś przyszli do mojej kancelarii klienci i zapytali, jaki wyrok wyda ława przysięgłych. Trudno sensownie skomentować tak postawione pytanie bez nawiązania do podstaw polskiego systemu prawnego. Kultura masowa kształtuje też błędne wyobrażenia niektórych studentów o pracy prawnika – opowiada.

Dla młodych adeptów prawa ma radę, aby uczyli się prawa polskiego i mieli orientację w przepisach unijnych. Ale hobbystycznie powinni też zapoznawać się z tym, co dzieje się w innych częściach świata.©

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.