Koniec ery węgla – wyzwanie, którego nikt nie chce widzieć
Rozmowa z Joanną Flisowską, szefową zespołu klimat i energia w Greenpeace. Ma wieloletnie doświadczenie w pracy na rzecz transformacji energetycznej w Polsce i na poziomie międzynarodowym. Wcześniej związana była z największą europejską siecią organizacji pozarządowych Climate Action Network Europe. Pochodzi z Katowic
REKLAMA
Harmonogram zamknięcia elektrowni należących do PGE, ENEI oraz Tauronu
W ubiegłym roku straty spowodowane wydobyciem węgla sięgnęły 3,8 mld zł. Pandemia dobija górnictwo?
Węgiel od dawna radzi sobie źle. Tak jest w skali świata, więc dotyczy to i Polski. Górnictwo węgla kamiennego u nas jest w kryzysie od wielu lat. Reformy realizowane na przestrzeni ostatnich lat nie przyniosły wiele dobrego. Jeśli z kolei spojrzymy na trend spadku wydobycia węgla w Polsce, to ono powinno się skończyć najpóźniej w latach 30.
Z czego wynika pogłębiający się kryzys górnictwa? Przecież dwa lata temu, na szczycie klimatycznym w Katowicach prezydent Duda zapewniał, że mamy zasobów węgla jeszcze na 200 lat.
Zasoby naszego węgla jeszcze się nie kończą, ale jest coraz mniej złóż łatwo dostępnych i ekonomicznych w wydobyciu. Sprawia to, że polski węgiel kamienny jest zwyczajnie zbyt drogi, w porównaniu z importowanym. Działające w tej chwili kopalnie nie pozwalają na dalsze ekonomiczne oraz bezpieczne wydobywanie surowca, z kolei otwieranie nowych nie ma sensu, zarówno z punktu widzenia polityki klimatycznej Unii Europejskiej, jak i naszej krajowej gospodarki. Dodatkowo, polski węgiel ma najczęściej kiepskie parametry, co stanowi problem dla elektrowni. Przegrywając z tańszym węglem z importu, kopalnie działają poniżej progu rentowności.
Energetyka konwencjonalna jest w zapaści. Jak ratować tę gałąź gospodarki?
Sektor energetyczny rzeczywiście jest w fatalnej kondycji. Jest to nie tylko moje zdanie, przyznają to nawet szefowie spółek energetycznych. Stan energetyki węglowej w Polsce obrazują słowa szefów PGE. Niedawno wskazywali na straty ponoszone przez spółkę z uwagi na nierentowne bloki węglowe. A prezes PGE, Wojciech Dąbrowski ostrzega, że jeżeli aktywa węglowe nie zostaną wkrótce wydzielone i przejęte przez państwo, ten największy koncern energetyczny w Polsce może upaść już za półtora roku. Nie tylko PGE, ale również pozostałe największe koncerny energetyczne, jak Enea i Tauron, zdają sobie z tego sprawę. Według koncepcji przygotowanej przez Ministerstwo Aktywów Państwowych, która wyciekła kilka miesięcy temu do mediów, aktywa węglowe tych trzech spółek miałyby być odseparowane oraz włączone do utworzonej na te potrzeby Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego. Konwencjonalne elektrownie węglowe należące do PGE, Tauronu oraz Enei, to łącznie 23,9 GW, co stanowi około 94 proc. konwencjonalnych mocy węglowych w Polsce. Wstępna koncepcja zakładała, że przeniesione w ten sposób aktywa miałyby być wygaszane na przestrzeni kolejnych dwóch dekad. Jednak jak na razie cały ten proces jest prowadzony za zamkniętymi drzwiami i brak jakichkolwiek oficjalnych informacji ze strony ministerstwa na temat postępu prac ani ich kierunku pozwala sądzić, że toczą się one w kompletnym oderwaniu od równoległych rozmów z górnikami i przyjętej ostatnio Polityki Energetycznej Polski (PEP) do roku 2040.
Obecnie nie ma na stole innej propozycji.
Decyzje są oderwane od realiów ekonomicznych i rynkowych. Są podyktowane chęcią utrzymywania status quo ile się da i niech inni się martwią. Nie możemy jednak dłużej tkwić w takim myśleniu. Pogłębia się kryzys klimatyczny, stawiając na szali przyszłość świata, jaki znamy. Jest to dostrzegane przez państwa członkowskie Unii Europejskiej, stąd propozycja Europejskiego Zielonego Ładu i kierunek polityki klimatycznej dążący do neutralności klimatycznej. Do tego posiadanie węgla w swoim portfolio po prostu przestaje się opłacać. Inwestorzy odwracają się od finansowania inwestycji związanych z tym surowcem, co praktycznie uniemożliwia pozyskanie finansowania prywatnego. Dodatkowo, inwestorzy i niektóre banki, np. Europejski Bank Inwestycyjny, odmawiają już finansowania jakichkolwiek obszarów działalności spółek, które są powiązane z sektorem paliw kopalnych.
Nie dostrzegamy za to pobudek klimatycznych u PGE. Koncern wprawdzie przyjął cel neutralności klimatycznej, ale nie przedstawił, w jaki sposób zamierza ten cel osiągnąć. Pozbycie się elektrowni węglowych bez zaplanowania ich harmonogramu zamknięć nie jest rozwiązaniem. Od największego niszczyciela klimatu w Polsce oczekujemy poważnego podejścia do kwestii kryzysu klimatycznego. Jednocześnie wypowiedzi przedstawicieli spółki są pełne frazesów na temat transformacji energetycznej. Pomimo tego, że w planach są inwestycje na przykład w energetykę wiatrową, nie widać realnej troski o klimat czy stronę społeczną. Koncern liczy na to, że państwo wykupi nierentowane aktywa węglowe, i nie będzie musiał podejmować jakichkolwiek działań na rzecz transformacji energetycznej czy ponosić kosztów i konsekwencji swojej wieloletniej szkodliwej działalności. Należy pamiętać, że jeżeli te roszady na rynku energetycznym dojdą do skutku, odbędą się one finalnie na koszt podatnika.
A jednocześnie prymat węgla trwa. W Polsce nadal spalamy go najwięcej w Unii Europejskiej.
Jeszcze do niedawna prym w energetyce węglowej wiodły Niemcy, jednak w pierwszej połowie 2020 r. wyprzedziliśmy je. Zdecydowana większość państw członkowskich planuje odejście od tego surowca najpóźniej do roku 2030. W tym samym czasie, Polska produkuje tyle energii z węgla, ile wytwarza łącznie pozostałych 25 krajów Unii Europejskiej, nie licząc Niemiec.
Szacunki organizacji Carbon Tracker wskazują, że wycofanie się z energetyki węglowej do 2030 r. pozwoliłoby Polsce zaoszczędzić ponad 10 mld zł.
Żeby wypełnić zobowiązania przyjętego przez Polskę porozumienia paryskiego, rok 2030 powinien być datą zamknięcia elektrowni węglowych w naszym kraju. Obecna dekada to ostatni moment na to, żeby powstrzymać dramatyczne pogłębienie się kryzysu klimatycznego. Jednocześnie analizy pokazują, że najpóźniej po 2030 r. elektrownie węglowe będą kompletnie nierentowne i tylko szeroki strumień środków publicznych może sztucznie przedłużyć ich funkcjonowanie. Większość spółek wydaje się już o tym wiedzieć.
Jesienią ubiegłego roku Greenpeace opublikował analizę, z której wynika, że elektrownie węglowe mogą być wygaszone do 2035 r. w modelu business as usual, a więc standardowej działalności biznesowej uwarunkowanej otoczeniem technicznym i rynkowym.
Tak i doszliśmy do tych wniosków, analizując publicznie dostępne informacje. Większość polskich systemowych elektrowni węglowych w swoich planach ma już harmonogram zamknięcia przypadający najpóźniej do roku 2035. Jednocześnie analizy ekonomiczne wykazują jasno, że produkcja węgla będzie przynosić straty już po roku 2030. Pomimo tego, że daty te są ogólnie dostępne, nie mówi się o nich głośno w debacie publicznej.
Musimy uważać na to, aby rząd i spółki nie próbowały szukać kolejnych subsydiów w naszych kieszeniach po to, żeby ratować lub sztucznie przedłużać życie tych elektrowni. Nie może być zgody na udzielanie pomocy publicznej, jeżeli nie będzie ona służyła przyspieszeniu transformacji w kierunku neutralności klimatycznej, a jedynie realizacji scenariusza business as usual lub co gorsza opóźnianiu odchodzenia od węgla.
A jednak spółki energetyczne chcą się ubiegać o środki publiczne na wygaszanie elektrowni po roku 2030, pomimo tego, że już od dawna będą nierentowne. Trudno znaleźć w tym logikę. Czy to pomoc wydmuszka?
Mamy do czynienia z rozdwojeniem rzeczywistości – spółki energetyczne chciałyby mieć ciastko i zjeść ciastko. W tym przypadku mówimy o węglu, trochę mniej smacznym do strawienia. Prezes PGE z jednej strony mówi o kontynuacji spalania węgla w Polsce jeszcze w latach 40., a z drugiej strony chce te bloki węglowe oddać z powodu ich nierentowności. Jak gorący kartofel, którego nikt nie chce złapać.
Problem leży w tym, że gdyby rząd lub PGE miały zacząć jasno komunikować, że faktycznie musimy już teraz zacząć odchodzić od węgla, to oznaczałoby, że muszą wziąć na siebie dużą odpowiedzialność. Musieliby wziąć w swoje ręce planowanie zwiększenia inwestycji w odnawialne źródła energii, które miałyby zastąpić stare, nieopłacalne bloki węglowe. Musieliby zapewnić odpowiednie wsparcie dla lokalnych społeczności i sprawiedliwą transformację. Zasłanianie oczu ręką i udawanie, że nic się nie dzieje, jest dla nich łatwiejszym rozwiązaniem.
Koncerny energetyczne oraz rząd spychają decyzję o zdecydowanej transformacji energetycznej na kolejne lata, jednak my nie mamy na to czasu. Im dłużej czekamy, tym trudniejsze i bardziej kosztowne to odchodzenie od węgla będzie.
Z pewnością brak jasnych wytycznych odnośnie strategii energetycznej w polskiej polityce nie pomógł w podjęciu stanowczych decyzji…
Polska nie miała żadnej strategii energetycznej przez ponad dekadę, co samo w sobie jest skandalem. Brak jest skonsolidowanych danych, a rząd opiera się na wycinkach informacji, nie konfrontując ich z realiami rynkowymi i polityką klimatyczną Unii Europejskiej. Teraz, kiedy w końcu doczekaliśmy się strategii energetycznej, jest ona już na wstępie nieaktualna i nie przystaje do rzeczywistości rynkowej i ekonomicznej, w której się znajdujemy.
Dobrym przykładem są ceny za emisje dwutlenku węgla. Już w tym roku przekroczyliśmy 40 euro za tonę CO2, podczas gdy opublikowana w lutym tego roku strategia energetyczna wskazuje, że taką cenę osiągniemy dopiero za kilka lat. Jeśli rząd wziąłby pod uwagę realny poziom, nierentowność przedsiębiorstw energetycznych opartych na węglu byłaby jeszcze bardziej oczywista.
Harmonogram zamknięcia elektrowni należących do PGE, ENEI oraz Tauronu
Rozmawiała Agata Skrzypczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.