Dziennik Gazeta Prawana logo

Rak nie poczeka, a łóżka same nikogo nie wyleczą

Rak nie poczeka, a łóżka same nikogo nie wyleczą
Materiały prasowe
25 lutego 2021

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji opublikowała nowe, wyższe taryfy za leczenie onkologiczne: dołożono 200 mln zł rocznie. Nie wszyscy eksperci zgadzają się jednak z celowością podwyższania opłat za hospitalizację

Czy działania wprowadzane w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej okażą się skuteczne? Zdaniem prof. dr hab. n. med. Jacka Jassema, kierownika Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, prezesa Zarządu Polskiej Ligi Walki z Rakiem, jest to kontrproduktywne, gdyż będzie zachęcało szpitale do przetrzymywania pacjentów, żeby zarobić, podczas gdy w nowoczesnej onkologii odchodzi się od hospitalizacji. W ramach pakietu onkologicznego stworzono możliwość zastąpienia hospitalizacji znacznie tańszym pobytem hotelowym. Teraz to rozwiązanie stanie się nieatrakcyjne finansowo i chorzy wrócą do szpitali.

Kompleksowe zmiany

Próbą systemowego rozwiązania problemów polskiej onkologii ma być stworzenie Krajowej Sieci Onkologicznej (KSO); ustawa ją powołująca wejdzie w życie 1 stycznia 2022 r. (projekt ma powstać do końca marca br.). Premier Mateusz Morawiecki podczas Światowego Dnia Walki z Rakiem (4 lutego) zapowiedział, że nowy model organizacyjny ma być wystandaryzowany i nastawiony na satysfakcję pacjenta. Natomiast minister zdrowia Adam Niedzielski podkreślał, że w sieci nie znajdą się wszystkie ośrodki, zajmujące się leczeniem nowotworów, tylko te, które spełnią konkretne wysokie kryteria. Te wszystkie działania są podejmowane w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej (NSO), wieloletniego programu przyjętego przez Radę Ministrów około roku temu. Jest on przewidziany na lata 2020-2030 i wprowadza kompleksowe zmiany w systemie lecznictwa onkologicznego.

Kluczowe założenia KSO to zapewnienie możliwości telefonicznego i elektronicznego umawiania się pacjentów na wizyty, tą samą drogą będzie możliwa zmiana terminu badań czy wizyt lekarskich. Każdy pacjent będzie miał swojego koordynatora, który poprowadzi go przez proces leczenia.

Nareszcie zostanie zbadana i zmierzona jakość opieki klinicznej w ośrodkach terapeutycznych. Mówiąc w skrócie – zostaną ujednolicone procedury stosowane w diagnostyce, ale także w leczeniu. Sposób postępowania na poszczególnych etapach terapii medycy będą raportowali, wprowadzając dane do wirtualnych formularzy. A informacje z nich zostaną automatycznie „zassane” do centralnej bazy. Potem algorytmy wyciągną wnioski na temat tego, jak sobie radzą poszczególne jednostki. Czyli – na przykład – ilu leczonych w nich pacjentów wymaga powtórnej hospitalizacji, czy ilu wymaga tzw. reoperacji, a więc powtórnego zabiegu, gdyż nastąpiła wznowa choroby. Danymi ma zarządzać Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy (NIO-PIB). Taka ewaluacja jakości klinicznej opieki onkologicznej będzie robiona co rok, ma ona na celu sprawdzenie – jeśli w jakimś szpitalu wyniki są gorsze – co idzie „nie tak”, jakie błędy zostały popełnione, co należy zmienić. To o tyle istotne, że dziś np. wskaźnik reoperacji wynosi w Polsce 20 proc., co oznacza, że NFZ płaci podwójnie za co piątego chorego. Co dwa lata będzie także następowała weryfikacja będących w sieci placówek medycznych – czy nadal kwalifikują się do określonych poziomów referencyjnych.

Dobrze, iż nareszcie wprowadza się taką ewaluację, jednak zastrzeżenia niektórych ekspertów budzi to, że oceniającym będzie instytucja, która sama świadczy usługi w tej samej dziedzinie co placówki, które będzie oceniać i startuje w tych samych konkursach o pieniądze. – Monitorowanie jakości leczenia onkologicznego ma krytyczne znaczenie, ale powinna się tym zajmować niezależna instytucja, np. NFZ – stwierdza prof. Jassem.

Pacjent jest najważniejszy

Zaletą KSO jest to, że z założenia ma być propacjencki, w przeciwieństwie do skrajnie nieprzyjaznego dla chorych systemu, który dziś mamy. Zachorowanie na nowotwór jest bodaj, że najważniejszym wydarzeniem w życiu chorego. Oprócz lęku o zdrowie i życie dopada go frustracja i zagubienie, często nie potrafi się odnaleźć w labiryncie biurokratycznych wymagań związanych z załatwianiem skierowań, organizowaniem badań etc. Jeśli jest w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, albo jeśli ma sprawną rodzinę, do dobrze dla niego. Gorzej, jeśli tego zabraknie, wielu pacjentów wypada przez to z systemu. Chorym brakuje informacji: co i dlaczego będą z nimi robić, jaki jest najlepszy ośrodek, który specjalizuje się w leczeniu ich schorzenia. Informacje może zdobyć co najwyżej od towarzyszy niedoli w poczekalni.

Zapowiedź wprowadzenia koordynatorów, którzy mieliby się opiekować pacjentami, pomóc im przejść przez proces leczenia brzmi dobrze. Rodzą się jednak wątpliwości, jak to będzie wyglądało w praktyce. Zakłada się, że na jednego koordynatora ma przypadać góra 40 pacjentów. Biorąc pod uwagę, że w Polsce co roku na chorobę nowotworową zapada jakieś 165 tys. osób, oznaczałoby konieczność zatrudnienia i przeszkolenia 4125 koordynatorów. Bo trudno wyobrazić sobie, żeby dodatkowymi zadaniami resort zdrowia chciał obciążyć już i tak przeciążony personel medyczny. Lekarzy i pielęgniarek jest w ogóle za mało, a w dodatku młodzi adepci nie chcą wybierać trudnych specjalizacji związanych z onkologią. Wprawdzie w NSO pisze się o stworzeniu zachęt finansowych, szkoleń etc., ale w obliczu wieloletniego trendu starzenia się kadr medycznych może to wyglądać trochę na zaklinanie rzeczywistości.

Bardzo dobrze wygląda w założeniach ujednolicenie diagnostyki i wprowadzenie standardów postępowania. Chodzi o to, aby pacjent miał prawidłowo wykonaną diagnostykę obrazową i molekularną, niezależnie od tego, w jakim miejscu kraju się leczy. A później aby miał możliwość skorzystania z nowoczesnego leczenia. O tym, jaka to będzie terapia, powinno się decydować po skonsultowaniu danego przypadku ze specjalistami z innych, wiodących ośrodków. Ważne, aby plan leczenia został stworzony przez interdyscyplinarne grono specjalistów, bo tylko takie gwarantuje optymalną terapię.

Plany a rzeczywistość

W praktyce może być różnie. Już program pilotażowy KSO prowadzony w latach 2019–2020 (w województwach dolnośląskim, pomorskim, świętokrzyskim i podlaskim, objęto nim 6 tys. pacjentów) pokazał, że są placówki, które do konsultacji podchodzą z pewną dezynwolturą. W jednej z nich konsultacjom poddano zaledwie 40 proc. wszystkich uczestniczących w programie pacjentów – przy czym nie było wśród nich żadnego z rakiem płuca i rakiem jajnika. Pojawia się więc pytanie, jakie środki nacisku będzie miał NFZ, aby skłonić placówki do wywiązywania się z tych zaleceń, które sprowadzają się do kooperacji i dzielenia się doświadczeniem – a z tym mamy, nie tylko w onkologii i nie tylko w medycynie – wielki problem. Teoretycznie rzecz biorąc fundusz może nie zapłacić szpitalom za wykonane świadczenia albo „wyciąć” krnąbrnych z sieci. W praktyce może się to okazać trudne, z kilku powodów, także politycznych.

Pakiet onkologiczny, który wszedł w życie w 2015 r., miał zagwarantować pacjentom nielimitowany dostęp do świadczeń i skrócić czas diagnostyki tudzież leczenia. Jednak – co wynika z raportu NIK – zamiast tego doszło do rozproszenia opieki onkologicznej, natomiast nie odnotowano znaczącej poprawy skuteczności leczenia, choć koszty dla budżetu państwa były ogromne. Za leczenie nowotworów wzięły się małe, niewyspecjalizowane ośrodki, natomiast pacjenci zaczęli szturmować renomowane kliniki, w efekcie 17 największych placówek, stanowiących poniżej 1 proc. wszystkich świadczeniodawców leczyło ponad 50 proc. pacjentów chorych na nowotwory.

Od lat słyszymy o skoordynowanej opiece w onkologii, która wciąż pozostaje głównie w sferze postulatów. Idea jest taka, że chory, kiedy dowiaduje się o postawionej mu diagnozie, trafia natychmiast w ręce wysoko wyspecjalizowanej ekipy onkologów, hematologów, radiologów, etc., którzy znają się na konkretnym typie nowotworu i głównie nim się zajmują. Jest prowadzony za rękę, nie musi biegać za skierowaniami, za organizacją zabiegów, wszystko dzieje się samo. Jeśli ma często występujący w populacji nowotwór, powinna być szansa na to, aby był leczony jak najbliżej domu. Jego pobyt w szpitalu – z powodu zagrożeń zarówno zakażeniami wewnątrzszpitalnymi, jak i fatalnym wpływem na psychikę (depresje, psychozy) powinien ograniczać się do minimum. Jeśli stan zdrowia chorego na to pozwala, lepszym rozwiązaniem są przyszpitalne hotele.

Gorzej, jeśli jego nowotwór należy do tych rzadkich, w tym przypadku dobrze by było, aby powstały jednostki, które będą się w nich specjalizowały, trudno, trzeba będzie się przemieszczać, ale i to lepsze niż leczenie przez ośrodki, które nie mają – bo też nie mogą mieć – żadnego doświadczenia w terapii. Problem w tym, że tych specjalizujących się w konkretnym rodzaju nowotworu, mających certyfikację na niego ośrodków, w zasadzie nie ma. Od 1 października 2019 r. stworzono możliwość realizacji takich świadczeń w przypadku raka piersi (tzw. breast unity). Miały one zapewnić kompleksową diagnostykę oraz indywidualny proces leczenia onkologicznego, ale z powodu nierealnych wymogów powstało ich zaledwie 11. Specjalizujących się w raku płuca w ogóle nie ma.

O stworzenie skoordynowanego systemu ośrodków specjalistycznych, pulmonologicznych, onkologicznych i torakochirurgicznych, które zagwarantują polskim chorym na raka płuca sprawną i skoordynowaną opiekę na wysokim poziomie, w oparciu o jej realną wycenę ekonomiczną, apelowali m.in. eksperci podpisani pod dokumentem „Strategia walki z rakiem płuca z 2017 r., a w grudniu zeszłego roku wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski w wywiadzie dla swiatlekarza.pl zapewniał, że Lung Cancer Unity zaczną działać już od stycznia tego roku.

Powiedzieć można wszystko, gorzej jest z wprowadzeniem – mądrym – słów w życie. Z badań wynika, że co drugi Polak i co trzecia Polka zachoruje na chorobę nowotworową. Połowa umrze. To od polityków zależy w dużej mierze, ile tych istnień można będzie uratować.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.