Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzisiaj białaczka nie jest już wyrokiem

25 lutego 2021

W latach 80. wyleczalność wynosiła ok. 25 proc., na koniec XX w. sięgała 35 proc., dziś z choroby wychodzi prawie połowa dorosłych pacjentów. Nowe terapie sprawią, że będzie ich jeszcze więcej

Postęp, jaki obserwujemy na przestrzeni ostatnich trzech dekad, najlepiej widoczny jest w przypadku terapii białaczki. A raczej białaczek, bo to określenie obejmuje grupę przynajmniej czterech chorób, a ich podtypów są dziesiątki. Żeby nie zarzucać czytelników skomplikowaną terminologią medyczną przyjmijmy, iż – w uproszczeniu – białaczki można podzielić na dwie grupy. Pierwsza – ostre – gdzie choroba przebiega szybko, dynamicznie, może zabić chorego w ciągu kilku tygodni. Te z drugiej grupy rozwijają się latami, dają słabe objawy, można z nim żyć, czasem nawet nie trzeba stosować żadnej terapii.

Skąd się bierze białaczka?

To skomplikowane, ale, znów upraszczając, wszystkie nasze komórki związane ze szpikiem i krwią, przez całe nasze życie się mnożą – żeby to było możliwe, muszą przepisywać swój kod genetyczny w trakcie takiego podziału. I czasem następuje błąd, jak w komputerze – tyle, że nie mamy w mózgu monitora, na którym wyświetlałby się ERROR, który zawiadomiłby nas o tym, że doszło do jakichś mutacji. A to się właśnie dzieje: złe komórki mnożą się zbyt szybko, dobre żyją zbyt krótko, nawet się nie spostrzeżemy, kiedy komórki nowotworowe zajmują miejsce tych, od których zależy prawidłowe funkcjonowanie szpiku kostnego, będącego fabryką naszych krwinek, zarówno białych (broniących organizmu przed zakażeniem wszelkimi patogenami), jak i czerwonych (natleniających organizm) oraz płytek krwi, odpowiedzialnych za krzepliwość. U chorego pojawia się gorączka, będąca przejawem infekcji organizmu, osłabienie, krwawe wybroczyny na skórze, ale także krwawienia wewnętrzne. Mogą występować także takie objawy, jak powiększenie węzłów chłonnych, wątroby i śledziony.

Jak opowiada prof. Sebastian Giebel, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego Oddziału w Gliwicach (od siedmiu lat kierujący Polską Grupą ds. Leczenia Białaczek u Dorosłych), u 25 proc. chorych na ostrą białaczkę szpikową stwierdza się mutację genu FLT3, a z kolei za 25 proc. ostrych białaczek limfoblastycznych odpowiada zaburzenie zwane chromosomem Filadelfia.

Jeszcze do niedawna jedyną metodą leczenia białaczek była chemioterapia, dziś zresztą także stosowana, z tym, że zamiast kilku preparatów medycyna dysponuje ich całym arsenałem. Lekarze są w stanie ordynować skomplikowane terapie lekowe, w skład których wchodzi kilkanaście czy nawet więcej preparatów, podawanych w różnym stężeniu i czasie, aby jak najprecyzyjniej uderzyć we wroga. Nawiasem mówiąc, owa „chemia” to często substancje pochodzenia roślinnego, które wnikają w DNA komórek, zakłócając ich podział, powodują, że te popełniają błędy, a w efekcie umierają. Substancje te działają z największą siłą na komórki nowotworowe, ale także na te zdrowe – np. szpiku kostnego czy nabłonka jelit.

Na szczęście, jak podkreśla prof. Giebel, coraz lepiej nauczyliśmy się radzić sobie z powikłaniami po chemioterapii i udaje się sprawić, że te chciane komórki sprawnie się odbudowują. – Z ostrą białaczką nie da się żyć, albo ją wyleczymy, albo chory umrze – mówi lekarz. I coraz częściej jest leczona – jeśli w latach 80. XX w. wyleczalność była na poziomie 20–25 proc., to po optymalizacji chemioterapii i wprowadzeniu na szeroką skalę przeszczepów szpiku (a tak naprawdę komórek krwiotwórczych) pod koniec XX w. wzrosła ona do 30–40 proc. Dziś, kiedy do dyspozycji mamy nową broń w postaci innych terapii, w połowie przypadków można liczyć na sukces.

Co medycyna ma dziś w swoim arsenale?

Jedną z metod leczenia jest terapia celowana. To cząsteczki, które w wybiórczy sposób zakłócają dokładnie to zaburzenie w genach czy chromosomach, które powoduje niepożądane podziały komórek. Ich wynalezienie zrewolucjonizowało leczenie chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną (OBL) z obecnością chromosomu Filadelfia – jeśli na początku XXI w. zaledwie 10 proc. pacjentów z tą chorobą miało szansę wyjść z niej z życiem, to zastosowanie inhibitorów kinazy tyrozynowej w jej leczeniu (działają wyłącznie na komórki z mutacją chromosomu Filadelfia) spowodowało, że u 60 proc. pacjentów możemy spodziewać się sukcesu.

Kolejna, nowoczesna terapia, to przeciwciała monoklonalne (immunoglobuliny), które rozpoznają białka CD20 występujące w niektórych typach nowotworów, takich jak chłoniaki z limfocytów B czy przewlekła białaczka limfocytowa. Przeciwciało wiąże się z antygenem i doprowadza do rozpadu komórek nowotworowych. Przeciwciała monoklonalne to terapia znana od jakichś 20 lat, niedawno została ona unowocześniona. Opracowano przeciwciała, które są nośnikiem cząsteczek toksyny. Rozpoznają one komórki białaczki czy chłoniaka i wprowadzają truciznę do ich wnętrza. Wybiórczo niszczą w ten sposób nowotwór. Inna forma terapii to przeciwciała bispecyficzne. Łączą się one z jednej strony z antygenem białaczki, a z drugiej – z limfocytem T, czyli komórką odpornościową zdolną zabijać nowotwór. Angażują bezpośrednio nasze siły odpornościowe w walkę z białaczką. Wszystkie wymienione wyżej formy terapii są zarejestrowane i dostępne w Polsce.

No i wreszcie jest metoda komórkowo-genowa zwana CAR-T, nad którą wciąż prowadzone są badania na całym świecie. Polega ona na tym, że pobrane z organizmu pacjenta limfocyty T odpowiedzialne za komórkową odpowiedź odpornościową, najbardziej wyspecjalizowane w zwalczaniu nowotworów naszego układu immunologicznego, są w laboratorium zmieniane genetycznie i programowane w ten sposób, żeby były w stanie rozpoznawać białka charakterystyczne dla nowotworu. Potem są namnażane i podawane pacjentowi dożylnie. Terapia działa natychmiast – limfocyty T, które wcześniej były nieco ospałe i nie zauważały komórek nowotworowych, zostają zmobilizowane i rzucają się do walki z najeźdźcą. Problem w tym, że komercyjna terapia CAR-T jest bardzo droga (grubo ponad 1 mln zł za jedną), a więc mało dostępna. Poza tym została zarejestrowana w przypadku ostrej białaczki limfoblastycznej jako metoda leczenia osób do 25. roku życia. Ale jest szansa na to, że dzięki grantowi Agencji Badań Medycznych sytuacja ulegnie zmianie.

Polacy hojni w oddawaniu szpiku

Przeszczepy komórek krwiotwórczych to ważna metoda w leczeniu białaczek, jednak do niedawna wielkim problemem było znalezienie odpowiedniego dawcy, żeby przeszczep nie został odrzucony przez organizm pacjenta. Rzecz polega na zgodności antygenów HLA, czyli układu zgodności tkankowej. Na początku dawców szukało się wśród krewnych, ale nie zawsze dawało to rezultaty, gdyż np. zgodność wśród rodzeństwa występuje zaledwie w jednej czwartej przypadków, więc – biorąc pod uwagę to, że dziś rzadko zdarzają się wielodzietne rodziny – było to bardzo trudne. W przypadku dawców niespokrewnionych szansa na znalezienie tego właściwego wynosi ok. 1 do 20 tys. Jednak jeśli osób, które zarejestrują się jako dawcy szpiku, jest bardzo wiele, te szanse rosną. Na całym świecie w tego typu bazach jest ich ponad 30 mln. Natomiast Polska może się pochwalić 1,7 mln gwardią ochotników. Im ich więcej, tym bardziej rośnie szansa, że chory trafi na tego, który będzie mógł się podzielić z nim życiem. Obecnie wynosi ona ponad 60 proc. Jednak także te osoby, które nie znajdą zgodnego w 100 proc. dawcy, mają dziś szansę. Od kilku lat wykonuje się transplantacje od dawców, którzy są zgodni z chorym zaledwie w połowie. Dzięki lekom immunosupresyjnym można wyeliminować problem niezgodności, który jeszcze dekadę temu prowadził do śmierci pacjenta.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.