Dziennik Gazeta Prawana logo

Chodzi o to, żeby być sobą i się nie zrażać

8 marca 2024

„Starsi panowie” często nie traktowali mnie poważnie. Teraz jest inaczej, ale w przypadku 90 proc. spotkań biznesowych jestem jedyną kobietą przy stole. W takich okolicznościach naprawdę trzeba być przebojową i przede wszystkim kompetentną – mówi Martyna Zastawna, założycielka i prezeska zarządu woshwosh, pierwszej w Europie firmy świadczącej usługi pielęgnacji obuwia

Jak narodził się u pani pomysł na własną firmę?

4ada9b10-31bb-4492-a331-dcbb4ba48b86-38117078.jpg

Zależało mi na tym, żeby znaleźć formułę działalności, która będzie jak najlepiej służyć szerzeniu świadomości na temat cyrkularności, wówczas nikomu nieznanej. Zastanawiałam się nad tym, czy utworzyć fundację, uruchomić jakiś projekt, czy może właśnie otworzyć biznes. Moim marzeniem nie było zostanie przedsiębiorczynią. Miałam wiele pomysłów na siebie. Zaczęłam pracować jako bardzo młoda osoba, już w wieku szesnastu lat, a studiować i pracować na pełen etat – w wieku dziewiętnastu lat. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że chcę być samodzielna – że chcę sama decydować, co robię, jak robię i w jakich godzinach.

Ale dlaczego właśnie renowacja obuwia?

To był kompletny przypadek. Pewnego styczniowego dnia wyjęłam z szafy brudne buty i chciałam je wyczyścić. Nie chciałam ich wyrzucać, tylko stwierdziłam, że oddam je do pralni obuwia. Byłam przekonana, że takie miejsca istnieją. I okazało się, że… nie. Ani w Polsce, ani w Europie, a nawet na świecie. W internecie nie było żadnych informacji na temat firm zajmujących się renowacją obuwia. Stwierdziłam, że to jest nisza, która wpisuje się w coś, co już od jakiegoś czasu chciałam robić, czyli promować ideę zero waste. Po fazie testów zdecydowałam, że założę firmę, która będzie świadczyć usługi renowacji obuwia, a tym samym edukować w zakresie cyrkularności, rzemiosła i dbania o przedmioty.

Wspomniała pani o fazie testów. Co to były za testy?

Spędziłam dwa tygodnie na szukaniu w internecie informacji o tym, jak czyści się buty domowymi sposobami i wykorzystując bardziej profesjonalne metody. Zgromadziłam profesjonalne preparaty do pielęgnacji obuwia, pozyskałam buty od znajomych i spisałam te wszystkie informacje w Excelu. Podzieliłam też buty na kategorie, bo wiele czytałam o rodzajach butów, skór i materiałów, z których są wykonane. Wzięłam dwutygodniowy urlop w pracy i czyściłam buty. Sprawdzałam, co się udaje, a co nie; ile czasu zajmuje czyszczenie; jakie środki działają dobrze, a które wcale.

Zażartuję – albo nie: pozyskała pani od znajomych buty, które spisali już na straty?

Muszę powiedzieć, że w ogóle większość ludzi podchodziła do mojego pomysłu ze sceptycyzmem. Patrzyli na mnie, jakbym zwariowała.

I jak sobie pani z tym poradziła?

Po prostu bardzo wierzyłam w tę ideę. Moja intuicja podpowiadała mi, że usługa renowacji obuwia odniesie sukces. Może nie spodziewałam się, że aż taki, ale bardzo mocno wierzyłam w ten pomysł. Był jednak też plan B. Założyłam, że jeżeli po trzech miesiącach się nie uda, to wrócę do pracy w korporacji i później spróbuję swoich sił w czymś innym. Ale na szczęście to się nie wydarzyło.

A co się wydarzyło w ciągu tych pierwszych trzech miesięcy działalności woshwosh?

Trafiło do nas 2 tys. par butów, zatrudniłam ponad 30 osób, byłam na okładce kilku gazet. Okazało się, że pomysł się przyjął i spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem i klientów, i mediów. Ale nie wszystko było takie wspaniałe, jak mogłoby się wydawać. To ogromne zainteresowanie mnie przygniotło w kontekście braku przygotowania biznesowego. Trzeba też pamiętać, że byłam bardzo młoda. Miałam wtedy 24 lata i na pewno brakowało mi wiedzy na temat prowadzenia firmy.

Co jest najtrudniejsze w byciu przedsiębiorczynią?

W pierwszym momencie chciałam powiedzieć, że najtrudniejszy jest ciągły stres… Ale kiedy patrzę na moich znajomych, którzy pracują w korporacjach, to widzę, że oni też są ciągle zestresowani. Na pewno trudne jest to, że właściwie przez cały czas jest się w gotowości. W ciągu ostatnich dziewięciu lat – odkąd powstało woshwosh – miałam tylko jeden urlop, kiedy nie zadzwonił do mnie nikt z pracy. Kiedy biorę dzień wolny, to mam z tyłu głowy, że w pewnym sensie muszę być duchem w firmie. Kiedy jesteś przedsiębiorczynią czy prezeską zarządu, musisz liczyć się z tym, że czas prywatny nie jest do końca prywatny. Jednak nauczyłam się sobie z tym radzić – work-life choices.

A co jest najtrudniejsze w byciu szefową?

Myślę, że odpowiedzialność za zespół. Dla mnie zespół jest bardzo ważny. Chciałabym z jednej strony, żeby jego członkom pracowało się dobrze w woshwosh, a z drugiej strony, żebym ja była zadowolona z ich pracy. Godzenie tych dwóch kwestii na co dzień to jeden z moich priorytetów jako szefowej.

Czy pani zdaniem jest coś takiego, jak kobiecy sposób prowadzenia biznesu, czy takie rozróżnienie nie istnieje?

Ja wolę tego nie rozróżniać. Takie ujęcie tematu buduje mury między kobietami a mężczyznami, a będąc kobietą w biznesie, nadal dostrzegam różnice w traktowaniu. Ale myślę, że jako kobieta faktycznie jestem bardziej empatyczna, a wyższy poziom empatii to jedna z cech, które przypisuje się kobietom. Bardziej potrafię „wczuć się” w inne osoby; nie tylko w mój zespół, lecz także w moich klientów. Myślę, że emocjonalność, którą często przypisuje się kobietom, nie jest czymś złym, tylko czymś bardzo dobrym w biznesie.

Wspomniała pani o różnicach w traktowaniu. O jakie różnice chodzi?

Mam na myśli różnice w traktowaniu kobiet i mężczyzn w biznesie. Podam przykład. Ostatnio podpisałam się w dokumencie jako prezeska zarządu i dostałam informację zwrotną, że nie ma czegoś takiego jak „prezeska”. Jest prezes. To kwestia feminatywy, która z urzędu nie została poważnie potraktowana przez drugą stronę, ale takich różnic w podejściu do kobiet i mężczyzn jest więcej. Teraz doświadczam ich rzadziej ze względu na moją pozycję, którą osiągnęłam i wypracowałam. Ale wcześniej miałam dużo problemów wynikających z tego, że byłam młodą kobietą prowadzącą własną, innowacyjną firmę o nietypowym profilu. „Starsi panowie” często nie traktowali mnie poważnie. Teraz jest inaczej, ale fakt jest taki, że w przypadku 90 proc. spotkań biznesowych, w których uczestniczę, jestem jedyną kobietą przy stole. W takich okolicznościach naprawdę trzeba być bardzo przebojową, kompetentną i przebijać się z przekazem.

Co powiedziałaby pani młodym kobietom, które zastanawiają się nad założeniem własnego biznesu, ale obawiają się różnych trudności?

Powiedziałabym, żeby absolutnie się nie zrażały; że według statystyk to kobiety, które prowadzą firmy, odnoszą większe sukcesy, również finansowe. I żeby przede wszystkim były sobą. Ja sama na początku swojej kariery, starałam się „upodobnić” do mężczyzn. Nosiłam garnitury, próbowałam być bardziej poważna, a to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby być sobą, wierzyć w siebie i swoje ideały. ©

Jako kobieta jestem bardziej empatyczna, a wyższy poziom empatii to jedna z cech, które przypisuje się kobietom. Bardziej potrafię „wczuć się” w inne osoby; nie tylko w mój zespół, lecz także w moich klientów

Rozmawiała Dominika Pietrzyk

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.