Dziennik Gazeta Prawana logo

Ekościema już nie przejdzie

Obowiązująca już dyrektywa CSRD reguluje kwestie raportowania ESG, a przegłosowana właśnie przez europosłów dyrektywa wzmacnia pozycję konsumentów w procesie transformacji ekologicznej – mówi Aleksandra Majda, wiceprezeska ESG Impact Network, członkini Komitetu ds. ESG Krajowej Izby Gospodarczej

Wielu Polaków deklaruje, że chętnie zapłaci więcej za produkt naturalny i ekologiczny. Jesteśmy przekonani, że w ten sposób nie tylko nabywamy lepszą jakość, lecz także wspieramy walkę ze zmianami klimatu. Czy to rozumowanie jest słuszne?

95bc1e30-8172-4c5f-8c4e-cb7548645fee-38081974.jpg

Istnieje takie pojęcie jak argumentum ad naturam, czyli argument odwołujący się do natury. Wielu z nas błędnie zakłada, że wszystko, co naturalne, jest dobre. A przecież w naturze istnieje wiele substancji toksycznych i trujących, jak cykuta czy niektóre grzyby.

Mogę sobie wyobrazić pasztet z muchomora z etykietką „produkt naturalny”.

Właśnie! W dodatku „produkt naturalny” wcale nie musi być pozyskiwany w sposób zrównoważony. Przykładem jest uprawa bawełny czy oleju palmowego.

W wielu sklepach mamy strefy z „żywnością ekologiczną”. Opakowania krzyczą, że to jest „eko”, „dar natury” albo „neutralne dla klimatu”.

Rynek produktów „zielonych” już dawno osiągnął kosmiczny pułap: według UN Global Compact obroty tego sektora w 2015 r. wynosiły około 850 mld dol. Działy marketingu i sprzedaży nie mogły tego przeoczyć – i mamy prawdziwą ekspansję rzekomego „eko”. Co samo w sobie jest absurdem – konsumpcja jest w ten sposób napędzana, mimo że podstawowa „zielona” zasada mówi, że powinniśmy konsumpcję ograniczać.

Czy ktokolwiek weryfikuje „zielone” twierdzenia producentów i sprzedawców?

Ogólne hasła nie są weryfikowane. Dlatego trzeba na nie uważać. Metka „eco aware” na marynarce za 39 zł uszytej z poliestru w Bangladeszu z pewnością wprowadza w błąd. Natomiast jeśli firma posługuje się oficjalnym certyfikatem, np. Ecolabel czy COSMOS, to musi przejść wielomiesięczny, mozolny proces weryfikacji. Dotyczy to m.in. żywności czy kosmetyków. Tu trzeba przedstawić dokumenty potwierdzające biodegradowalność czy nietoksyczność składników, sprawdzane są procesy produkcyjne, czystość, odpowiednie warunki przechowywania certyfikowanych produktów.

A skąd ja mam wiedzieć, który certyfikat jest wiarygodny?

To faktycznie problem. W UE istnieje ponad 200 oznakowań ekologicznych i ponad 100 dotyczących zielonej energii. Trudno wymagać od przeciętnego konsumenta, żeby je wszystkie znał i rozumiał. Tylko część ludzi rozpoznaje najbardziej rozpowszechnione piktogramy związane np. z recyklingiem, ale o pozostałych przeważnie nic nie wie.

Mam w ręku plastikowe opakowanie, na którym jest napisane, że powstało „w sposób zrównoważony”, bo producent kazał posadzić siedemnaście sosenek i trzy młode dęby, choć nie w Polsce. Tak wolno?

Niektóre firmy zamiast redukować emisje dwutlenku węgla i ograniczyć używanie paliw kopalnych, wykupują tzw. offsety. Twierdzą, że rekompensują swój negatywny wpływ na środowisko np. poprzez sadzenie drzew, często na drugim końcu świata. Robią to przez pośredników, dla których offsetowanie stało się świetnych biznesem. Takie działanie jest ryzykowne. W zeszłym roku „Guardian” opublikował efekty swojego wielomiesięcznego śledztwa, w którym wziął po lupę jedną z firm offsetowych. Okazało się, że ponad 90 proc. jej kredytów offsetowych związanych z lasami deszczowymi nie przyniosło żadnych korzyści dla klimatu.

Czyli to była ekościema?

Tak! A z usług tego pośrednika korzystały światowe korporacje. Oznaczały potem swoje produkty jako „neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla” lub przekonywały swoich konsumentów, że mogą latać, kupować nowe ubrania lub jeść wołowinę bez żadnego wpływu na klimat. Jest to kłamstwo.

Wiele firm ma w programach CSR akcje sadzenia drzewek.

Zadrzewianie jest dobrym pomysłem, ale wymaga odpowiedniej wiedzy i terenu. W przypadku miast może lepiej byłoby zadbać o już rosnące drzewa, zwłaszcza że sędziwy buk wytwarza tyle tlenu, ile kilka tysięcy młodych drzewek.

Greenwashing jest groźny?

To zjawisko ma wiele twarzy. Niedawno organizacje konsumenckie zarzuciły gigantom branży spożywczej składanie wprowadzających konsumentów w błąd oświadczeń o tym, że ich plastikowe butelki są „w 100 proc. poddawane recyklingowi”. Zdaniem ekspertów plastiku nie da się recyklingować w nieskończoność, więc problem środowiskowy nie znika, a poza tym utrudnia się klientom podejmowanie decyzji prośrodowiskowych, jak picie kranówki czy korzystanie z opakowań wielorazowych. Zarazem greenwashing czai się też w świecie finansów – na wielką firmę inwestycyjną nałożono 25 mln dol. kary, bo podawała nieprawdziwe informacje na temat inwestowania w ochronę środowiska.

Takie praktyki są w Polsce ścigane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Tak, parę lat temu UOKiK nałożył gigantyczną karę – 120 mln zł – na producenta samochodów za manipulowanie wskaźnikami emisji spalin i twierdzenie, że jego pojazdy są przyjazne środowisku. Obecnie urząd prowadzi osiem postępowań wyjaśniających wobec przedsiębiorców z rynku odzieżowego i kosmetycznego i sprawdza, czy ich twierdzenia dotyczące ekologiczności były zgodne z prawdą. Jeśli okaże się, że nie, urząd może nałożyć karę nawet do 10 proc. rocznego obrotu.

Przepisy są. Mimo to Unia Europejska wzięła się kolejny raz za greenwashing.

Tak. Obowiązująca już dyrektywa CSRD reguluje kwestie raportowania ESG, a przegłosowana właśnie przez europosłów dyrektywa wzmacnia pozycję konsumentów w procesie transformacji ekologicznej. Procedowana jest dyrektywa green claim w sprawie oświadczeń środowiskowych.

Dlaczego Parlament Europejski postanowił kompleksowo zgłębić i uregulować ten temat?

Organy Unii przebadały ponad 340 ekotwierdzeń i w ponad połowie przypadków przedsiębiorcy nie dostarczyli konsumentowi informacji wystarczających do weryfikacji rzekomej „zieloności”. W ponad 40 proc. przypadków twierdzenia producentów mogły wręcz wprowadzać w błąd. Nowe przepisy mają nas lepiej chronić przed nieuczciwymi praktykami oraz dodatkowo informować, jak długo produkt jest trwały i czy można go naprawić, bo trwałość ma dla konsumentów olbrzymie znaczenie i chcą być oni rzetelnie informowani zarówno na jej temat, jak i na temat gwarancji.

PE wydłużył listę praktyk handlowych zakazanych w każdych okolicznościach.

Tak. Zakazane będzie m.in. umieszczanie etykiety zrównoważonego rozwoju, która nie jest oparta na oficjalnym systemie certyfikacji, używanie tzw. ogólnych oświadczeń środowiskowych, które nie są poparte dowodami, przedstawianie wymogów nałożonych przez prawo na wszystkie produkty jako wyróżniającej cechy danego produktu. Nie będą mogły być stosowane twierdzenia np. o „neutralności klimatycznej” oparte wyłącznie na programach kompensacji emisji dwutlenku węgla, o czym mówiliśmy wcześniej.

UE – dając nam nowe narzędzia do walki z greenwashingiem – najwyraźniej chce, by to konsumenci stali się kluczowymi bojownikami pożądanej zmiany.

Aby tak się stało, musimy wykształcić w sobie, jako społeczeństwo i jako jednostki, nową kompetencję zwaną „zieloną inteligencją”. To komunikacja wolna od greenwashingu, umiejętność dokonywania wyborów konsumenckich i biznesowych zgodnie z wartościami takimi jak ochrona środowiska i prawa człowieka, to zdolność czytania piktogramów na opakowaniach, właściwe rozumienie terminów, które coraz częściej pojawiają się w naszym języku i rozróżnianie ich, np. zerowa emisja netto vs neutralność klimatyczna. Jeśli firma ma negatywny wpływ na klimat czy powietrze, ale w swojej komunikacji uwypukla, że sadzi drzewa w Afryce, to powinniśmy umieć to właściwie ocenić.

Czy warto, byśmy na dane o śladzie węglowym na etykietach zaczęli patrzeć tak, jak wielu z nas patrzy, dajmy na to, na informacje o kaloriach czy zawartości węglowodanów?

Zdecydowanie warto. Myślę wręcz, że za jakiś czas emisje CO2 mogą być – obok ceny – głównym czynnikiem decydującym o zakupie. To może mieć duże konsekwencje. Jeśli zobaczymy, jak dużym emitentem metanu jest przemysł produkcji wołowiny, to część z nas może sięgnąć po roślinny zamiennik. Badania przeprowadzone na konsumentach w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych wykazały, że większość z nich popiera ideę takich węglowych etykiet na produktach spożywczych. Są one wprowadzane też m.in. w Danii. Ponadto coraz popularniejsze są internetowe kalkulatory pomagające – w dużym stopniu ogólności – obliczyć emisję gazów cieplarnianych z poszczególnych artykułów spożywczych.

Mogę oszacować, jaki wpływ na klimat ma moje śniadanie?

Tak. I obiad, i kolacja i ewentualne przekąski. To naprawdę daje do myślenia i może być pierwszym krokiem do niezbędnych zmian.

Rozmawiał Zbigniew Bartuś

Coraz silniejsze unijne prawo

Agnieszka Skorupińska adwokatka i partnerka prowadząca praktykę prawa ochrony środowiska i ESG kancelarii Rymarz Zdort Maruta
Agnieszka Skorupińska adwokatka i partnerka prowadząca praktykę prawa ochrony środowiska i ESG kancelarii Rymarz Zdort Maruta

Uchwalona 17 stycznia 2024 r. dyrektywa 2024/18 zmienia dotychczasowe przepisy chroniące konsumentów. Obecnie można zwalczać greenwashing, ale jedynie na ogólnych podstawach prawnych. Natomiast dzięki tej dyrektywie pojawiają się w systemie prawnym przepisy dedykowane właśnie działaniom greenwashingowym, co jest rewolucyjne. To oznacza, że konsumentom będzie teraz dużo łatwiej zwalczać takie działania zarówno przed UOKiK, jak i sądami. Z kolei biznes może się spodziewać, że jego działania, zwłaszcza komunikacyjne, będą w dużo większym stopniu prześwietlane. Twierdzenia o „zieloności” dotyczące produktów czy samego przedsiębiorstwa będą musiały zostać dobrze przemyślane, aby uniknąć sankcji, także finansowych. Dyrektywa wchodzi w życie po 20 dniach od dnia opublikowania w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, a Polska będzie zobligowana do jej transpozycji w ciągu 24 miesięcy od tej daty. Czyli w ciągu dwóch lat możemy się spodziewać, że te przepisy będą już w pełni operacyjne w naszym kraju. Warto jednak pamiętać, że ten system jeszcze nie jest domknięty na poziomie unijnym. Czekamy obecnie na przyjęcie przez Parlament Europejski tzw. dyrektywy green claims, która jest dedykowana już tylko zagadnieniu greenwashingu. Może do tego dojść 11 marca 2024 r.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.