Kobiety wyszły z szafy historii
Czy to dobrze, że rozmawiamy o roli kobiet?
Kobiety są pełnoprawną częścią społeczeństwa, od zawsze pełniły znaczące funkcje, szczególnie społeczne. Są aktywne w biznesie i w polityce. To, że dokonania czy historie kobiet nie są powszechnie znane, ma bardzo konkretne podłoże historyczne, polityczne, społeczne i kulturowe. Niestety świat, który znamy i w którym funkcjonujemy – cała nasza współczesność – został zbudowany na wiekach nierówności i wyzysku jednych przez drugich. Jednak zamiast skupiać się na resentymentach, jako pedagożka zaapelowałabym: uczmy się, dowartościujmy kobiety dzisiaj i tę część historii, która wciąż pozostaje nieznana, anonimowa i bezimienna. Dajmy kobietom przestrzeń do mówienia własnym głosem, bo niemożność mówienia, brak języka – to wszystko rodzi przymus milczenia.
Zapytałam o zasadność rozmowy o roli kobiet, bo nie powstają chyba wywiady o roli mężczyzn. Nikt się nie zastanawia nad tą rolą, a przecież jest nas po równo na świecie.
Rzeczywiście, nie mówimy na przykład o kulturze tworzonej przez mężczyzn, nie dyskutujemy o tym, co stanowi specyfikę męskości tej czy innej dziedziny. Dzieje się tak, bo kultura tworzona przez mężczyzn jest traktowana jako kultura uniwersalna. Natomiast tam, gdzie pojawiają się kobiety jako twórczynie, płeć automatycznie ma znaczenie i zazwyczaj w sensie pejoratywnym. Tak jakby to, co mają do powiedzenia kobiety z samego faktu, że mówią to kobiety, było jakościowo gorsze od tego, co mają do powiedzenia mężczyźni. Głos kobiet zbyt często bywa marginalizowany. A przecież to, co tworzone przez kobiety, jest równie wartościowe jak dorobek mężczyzn, bez względu na to, czy stanowi główny nurt kultury.
A jednak rozmawiamy o tym, co „kobiece”.
Dla mnie ciekawe jest, że zainteresowanie sprawami kobiet pojawia się szczególnie w okolicach 8 marca. Wtedy wszystko, co kobiece, nie jest nam obce. OK. Zgoda, wykorzystajmy ten moment do tego, żeby rozmawiać o kobietach, bo historia kobiet jest historią ludzkości! Często nie pamięta się o tym, że obchody Dnia Kobiet są związane z rewolucją i to wcale nie taka odległa historia. Pierwszy Dzień Kobiet odbył się w 1909 r. w Nowym Jorku i to wcale nie 8 marca, ale w ostatnią niedzielę lutego, z inicjatywy Socjalistycznej Partii Ameryki, pierwszej organizacji, która jawnie walczyła o prawa kobiet w Stanach Zjednoczonych. Rok później, czyli w 1910 r., w Europie, a dokładnie w Kopenhadze, odbyła się II Międzynarodowa Konferencja Kobiet Socjalistycznych. Uczestniczyło w niej ponad 100 uczestniczek z 17 krajów. I podczas konferencji niemiecka socjalistka Clara Zetkin zgłosiła postulat ustanowienia Dnia Kobiet jako święta międzynarodowego. Choć nie wskazano, kiedy dokładnie mają przypadać obchody Dnia Kobiet, to pewne było, że wspólnie kobiety w Europie i w Stanach Zjednoczonych będą domagać się swoich praw. Wtedy chodziło przede wszystkim o prawa wyborcze i o sprawowanie urzędów publicznych przez kobiety. Ta batalia toczyła się już bardzo długo i tutaj warto przywołać choćby postać Francuzki Olympe de Gouges. W 1791 r. ogłosiła Deklarację praw kobiety i obywatelki, wzorowaną na Deklaracji praw człowieka i obywatela, w sposób ewidentny pomijającej kobiety.
Co znalazło się w Deklaracji praw kobiety i obywatelki?
De Gouges domagała się, aby przyznać kobietom prawa do edukacji, rozporządzania własnością prywatną, równości płci w rodzinie. Deklaracja rozpoczyna się od znamiennych słów, że „kobieta rodzi się i pozostaje wolna i równa w prawach mężczyźnie”. Jest jeszcze inny cytat, który ma bardzo mocny wydźwięk: „skoro kobieta może zgodnie z prawem zawisnąć na szubienicy, powinna również mieć prawo stanąć na mównicy. Ta rewolucja powiedzie się tylko wtedy, gdy wszystkie kobiety staną się w pełni świadome swego godnego pożałowania stanu i praw, które utrwaliły się w społeczeństwie”. Trzy lata po ogłoszeniu tej deklaracji De Gouges została zgilotynowana. Dla mnie jej słowa są nadal bardzo aktualne.
No właśnie. Jakie są teraz „stan i prawa” kobiet?
Może niech zobrazuje to pewna historia. Zajmuję się w pracy naukowej biografiami kobiet i prowadzę na uniwersytecie zajęcia poświęcone temu tematowi. W listopadzie 2020 r., kiedy odbywały się w Polsce strajki kobiet, studentki dostały ode mnie do przeczytania właśnie Deklarację praw kobiety i obywatelki, przy czym nie podałam im żadnych informacji dotyczących autorki tekstu. Osoby, które przeczytały tę deklarację, przyznały, że dla nich ten tekst brzmiał współcześnie i że to prawdopodobnie tekst napisany przez Polkę. Zatem, chociaż nastąpił ogromny postęp, jeżeli chodzi o prawa człowieka, to kiedy myślimy o konkretnych postulatach i potrzebach kobiet, okazuje się, że tekst z 1791 r. – Deklaracja praw kobiety i obywatelki – nadal jest bardzo aktualny! Czy to nie jest smutne i zastanawiające? Dobrze byłoby, żeby od czasu do czasu, może przy okazji 8 marca, dokonywać takiego bilansu zysków i strat, zastanowić się wspólnie, w gronie kobiet i mężczyzn, co się zmieniło, gdzie dzisiaj jesteśmy my, kobiety, jako obywatelki? Nie sposób udawać, że kobiet nie ma. Jesteśmy. Choć wciąż nieadekwatnie reprezentowane, czy to w polityce, czy w mediach, czy w nauce. Wszystko jednak, co udało się osiągnąć kobietom na przestrzeni wieków, to zasługa przede wszystkim ich samych, ich determinacji, pracy i cierpliwości. Nieocenione jest to, że kobiety „wyszły z szafy” historii i bardzo bym chciała, żeby nie dały się już tam zamknąć.
Co w postrzeganiu roli kobiet zmienił kryzys, jakim była pandemia koronawirusa?
Pandemia paradoksalnie otworzyła możliwości zmian, o których wcześniej nie było mowy. Przede wszystkim nie było w ogóle przestrzeni do społecznej, otwartej dyskusji o doświadczeniach, potrzebach, wyzwaniach osób pracujących, z uwzględnieniem różnych zmiennych, w tym oczywiście płci. Przede wszystkim okazało się, że jest potrzeba aktywnego wspierania inicjatyw służących poprawie efektywności pracy, choćby poprzez zastosowanie regulacji związanych z trybem pracy czy uwzględnienie możliwości pogodzenia obowiązków opiekuńczych z zawodowymi. I to potwierdzają też wyniki badań, które przeprowadziłyśmy w Centrum Badań nad Problematyką Kobiet i Płci na Uniwersytecie Warszawskim. Od września 2021 r. do sierpnia 2022 r. prowadziłyśmy badanie na dwóch uczelniach europejskich, Uniwersytecie Warszawskim i na Uniwersytecie Mediolańskim. Za przedmiot badań przyjęłyśmy pracę kobiet, tę wykonywaną przez kobiety na uniwersytecie oraz pracę, którą wykonują w domu, nieodpłatnie, na rzecz rodziny, dzieci i innych osób. Interesowały nas doświadczenia kobiet pracujących na stanowiskach akademickich, ale również nieakademickich, czyli osoby zatrudnione w administracji czy w obsłudze technicznej. Przeprowadziliśmy 62 wywiady, z których wynika, że tak naprawdę uniwersytet nie różni się od innych miejsc pracy. Kobiety, szczególnie te pracujące w administracji, i to bez względu na staż pracy, niechętnie otwarcie wyrażają i konfrontują swoje potrzeby oraz opinie na temat swoich doświadczeń. Po pierwsze, z tego powodu, że nie mają do tego przestrzeni. A po drugie, edukacja na temat równości płci nie jest priorytetem w miejscu pracy. Jest to o tyle ciekawe, że mamy do czynienia z uczelniami wyższymi, które są zobowiązane do wdrażania planu równości płci, unijnej strategii, która ma realizować zasadę równości praw, obowiązków oraz równych możliwości dla kobiet i mężczyzn. To wdrażanie planu równości jest jednak bardzo powolne, jeżeli chodzi o polskie uczelnie. Zasada równych szans nie jest u nas niestety postrzegana jako norma ani też jako standard w pracy, który przynosi realne korzyści ekonomiczne. Wrażliwość na kwestie płci, szczególnie wśród przełożonych, i to zarówno kobiet, jak i mężczyzn, jest bardzo niska.
A czy kobiety się lubią? I lubiły się na przestrzeni wieków?
Odwrócę to pytanie: dlaczego kobiety mają się lubić? Tylko z powodu tej samej płci? Z powodu solidarności z innymi? Ciekawe, że nie mówi się o solidarności męskiej…
Nie zgodzę się. Mamy przecież stare jak świat dowcipy o męskiej solidarności, w których żona szuka męża, który nie wrócił na noc, i wszyscy koledzy męża deklarują, że zguba spała u nich. To też jest jakiś kod kulturowy.
Tak, ale to słabe dowcipy. Od kobiet wymaga się więcej. W tym, solidarności kobiecej a priori. W Polsce temat solidarności został mocno znostalgizowany. Więc tym bardziej do tej naszej rozmowy zaprosiłabym np. Bell Hooks, która krytycznie pisała o solidarności kobiet na wzór siostrzeństwa od święta. Hooks mówiła wprost, że solidarność rodzi się z oporu wobec opresji. A typów opresji jest wiele… nie tylko płeć. Takie są realia naszego systemu społecznego… Nie chciałam użyć w rozmowie z panią tego słowa…
Jakiego słowa?
Patriarchat...
Dlaczego? Bo źle się niektórym kojarzy?
Patriarchat to słowo klucz, na które część osób zareaguje: „no tak, oczywiście, przecież to jest takie proste, wszystko to jest wina mężczyzn i patriarchatu”. A ja chcę podkreślić, że sprawa kobiet to nie jest sprawa przeciwko mężczyznom. Sprawy kobiet, to też sprawy mężczyzn. Równość dotyczy nas wszystkich.
Wróćmy do relacji kobiet z kobietami.
Przez wieki kobiety były tak socjalizowane, żeby ze sobą rywalizowały, a nie wspierały się. Dlatego szalenie ważne jest, żeby przerwać tę tradycję niechęci i dowartościowywać siebie nawzajem, dostrzegać siebie w życiu publicznym i wspierać dążenia do równego traktowania, w domu i w pracy. Po prostu, chwalmy się sobą!
Jak wyglądała pozycja kobiet w czasach minionych? Czasy stawały się coraz lepsze dla kobiet czy mamy do czynienia raczej z sinusoidą?
Kultura europejska jest zbudowana na spuściźnie antycznej i chrześcijańskiej, a to znaczy, że przejęła od starożytnych obraz kobiety. A był to obraz… no cóż, przepełniony paradoksami: zarazem wcielenie zła i świętości wzorowanej na Maryi. Zwykło się uważać, że kobiety miały najgorzej w średniowieczu. Studia historyczne pokazują jednak, że mimo ewidentnego upośledzenia społecznego i prymitywnej gospodarki tamtych czasów kobiety aktywnie uczestniczyły w życiu społecznym i gospodarczym. Jeżeli spojrzymy na ich rolę w rozwoju miasta, to zobaczymy, że uczestniczyły w pracy na rzecz miasta. Z bardzo prostego powodu –były po prostu tanią siłą roboczą, otrzymywały tylko część płacy mężczyzn pomimo tego, że nakład pracy był niemal identyczny. W średniowieczu istniał monopol kobiet, jeżeli chodzi o pewne profesje. Wyobraźmy sobie miasto średniowieczne, na targu zobaczymy przede wszystkim kobiety w roli sprzedawców. Inny przykład to akuszerki. Oczywiście, to są zawody niszowe, ale kobiety były niezbędne, żeby społeczność funkcjonowała. Nawet jeśli kobiety nie zajmowały w średniowieczu wysokich stanowisk polityczno-społecznych, to pełniły funkcje, które były po prostu niezbędne do funkcjonowania jakiejkolwiek wspólnoty ludzkiej.
Jak było w renesansie?
Paradoksalnie pozycja kobiety w okresie odrodzenia była dość niska. Michał Anioł, Leonardo da Vinci i… renesans kultury antycznej, czyli powrót do antycznego spojrzenia na kobietę. Kiedy zajrzymy do pism tworzonych przez wielkich myślicieli odrodzenia, to znajdziemy tam pytania w stylu: „czy kobiety są ludźmi?”. Sama reformacja, jeżeli chodzi o sytuację kobiet, była przeciwieństwem emancypacji. Kościół katolicki (co by o nim nie mówić) umożliwiał kobietom uniknięcie zamążpójścia, jeżeli zdecydowały się na życie klasztorne. W ten sposób stworzył legalną i społecznie akceptowalną ścieżkę życia dla kobiet, które nie chciały wychodzić za mąż. Reformacja, likwidując klasztory, uniemożliwiła kobietom ten tryb życia, a społeczności protestanckie – co jest potwierdzone w źródłach historycznych – były bardzo rygorystyczne w zakresie egzekwowania moralności, szczególnie gdy chodzi o kobiety.
Każda kolejna epoka historyczna będzie przynosiła parę kroków do przodu i kilka kroków wstecz na drodze emancypacji kobiet. W okresie rewolucji francuskiej tak dużo mówiło się o równości… Tak, wolność, równość, braterstwo… ale tylko męskiej części społeczeństwa. Rewolucja francuska nie przyniosła wolności osobistej ani politycznej kobietom.
Jak postrzega pani rolę współczesnych kobiet w biznesie? Bilans ostatnich lat wypada na plus?
Lista spraw do załatwienia w kwestii równości płci i w kwestii praw kobiet jest bardzo długa i dotyczy ona każdej dziedziny życia, w tym biznesu. W Polsce jest aktualnie ponad milion działalności gospodarczych, które są prowadzone przez kobiety. To około jednej piątej wszystkich firm w Polsce. Czy to dużo, czy mało? To zależy. Jeżeli przyjmiemy, że firmy, które są prowadzone przez kobiety, to przede wszystkim małe firmy zatrudniające do dziewięciu osób, wskaźniki zachwytu maleją. Robi się już całkiem przygnębiająco, kiedy spojrzymy na problem feminizacji ubóstwa. Z roku na rok w Polsce zwiększa się liczba kobiet zagrożonych ubóstwem. Szczególnie dotyczy to kobiet 65+, czyli tych w wieku emerytalnym, co ma związek z szeregiem różnych czynników. To przede wszystkim konsekwencje związane z wieloletnim obciążeniem nieodpłatną pracą opiekuńczą. I znowu, jeżeli spojrzymy na statystyki, to według ONZ kobiety wykonują przynajmniej dwa razy więcej nieodpłatnej pracy domowej i opiekuńczej niż mężczyźni. W rezultacie wydaje się logiczne, że skoro kobiety wykonują bardzo dużo nieodpłatnej pracy domowej i opiekuńczej, to mają mniej czasu na angażowanie się w karierę i pracę zarobkową. Jeżeli więc ktoś pyta, dlaczego kobiety nie startują np. w turniejach snookera i nie zdobywają szczytu Mount Everest tak często jak mężczyźni, to ma odpowiedź! Powtórzę: szkoda, że, po pierwsze, praca kobiet na rzecz rodziny i domu wciąż pozostaje niedoceniona, a po drugie – niewidoczna.
Tu ciekawostka, przy okazji 1 kwietnia co roku możemy nadrobić zaległości w wyliczaniu wartości tzw. nieodpłatnej pracy na rzecz domu czy innych osób. Na ten dzień przypada Dzień Niewidzialnej Pracy. Warto przypomnieć pewne wydarzenie z historii. W 1975 r. w Islandii kobiety pewnego dnia postanowiły zastrajkować. Wyszły na ulice, aby wyrazić swój protest wobec polityki nierówności. Przez jeden dzień, a było to 24 października, dokładnie 90 proc. Islandek postanowiło nie pracować. Nie gotowały, nie sprzątały, nie zajmowały się dziećmi. Ten jeden dzień sprawił, że rząd Islandii bardzo szybko wprowadził w życie ustawę gwarantującą równe płace kobiet i mężczyzn. Dzisiaj Islandia ma jeden z najwyższych wskaźników aktywności zawodowej kobiet na świecie. Ciekawe rozwiązanie istnieje też w Peru, gdzie wprowadzono przepisy, które nakładają na władze obowiązek rozliczania pracy nieodpłatnej w rachunkowości narodowej. Jest to bardzo poważny krok, jeżeli chodzi o uznanie produktywności kobiet, które nie otrzymują wynagrodzenia za pracę wykonywaną w domu.
A jak to jest w Polsce?
Kobiety stanowią większość, jeżeli chodzi o osoby studiujące w Polsce. To jest ok. 60 proc. Z raportu „Kobiety na politechnikach” wiemy też, że odsetek kobiet wśród studentów uczelni technicznych wzrasta. W minionym roku akademickim wyniósł 35 proc. Z danych wynika też jasno, że tempo kształcenia się u kobiet jest szybsze niż u mężczyzn. Z kolei w polskim rynku pracy udział kobiet wynosi ponad 40 proc., ale 80 proc. stanowisk prezesów i 75 proc. stanowisk członków zarządu w firmach zajmują mężczyźni. Czy to nie dowód, że szklany sufit wciąż funkcjonuje? Jeżeli weźmiemy na tapet sprawę wynagrodzeń, to, odwołując się chociażby do danych Eurostatu, zobaczymy, że istnieje luka płacowa. W Polsce wynosi ona 4,5 proc. A miar nierówności jest dużo więcej. Jeśli uwzględnimy różnice strukturalno-demograficzne, czyli m.in. wykształcenie czy rodzaj wykonywanej pracy, luka płacowa będzie jeszcze wyższa – ponad 10 proc.
Sprawa kobiet to nie jest sprawa przeciwko mężczyznom. Sprawy kobiet to też sprawy mężczyzn. Równość dotyczy nas wszystkich.
Mam takie marzenie… pewnego dnia nie będzie trzeba tłumaczyć, dlaczego równe traktowanie i równość szans dotyczy każdej i każdego z nas. Wierzę w edukację! Jeżeli będziemy edukować ludzi do równości, będziemy uczyć się wzajemnego szacunku, to ten świat ma szansę być lepszy. I nie za X lat, ale nawet dziś lub jutro.
Rozmawiała Dominika Pietrzyk

