wydanie cyfrowe

Strajki w centrum politycznej gry o wszystko

Utrata poparcia w wielkich zakładach przemysłowych to wizerunkowy cios dla Łukaszenki, ale jak dotąd ich skala jest zbyt mała, by uderzyć w ekonomiczne podstawy jego władzy

Zdaniem wielu komentatorów włączenie się biało ruskich robotników w powyborcze protesty za wschodnią granicą Polski miało być „gamechangerem”. Niemal równo 40 lat po strajkach sierpniowych w Polsce wydawało się, że o losie autorytarnej władzy znowu może przesądzić zaangażowanie świata pracy. Strajkujące zakłady to symboliczne wotum nieufności wobec prezydenta Łukaszenki z nieoczekiwanego kierunku, postrzeganego dotąd jako ważny element jego zaplecza. Jasnym świadectwem utraty zaufania wśród robotników był też przebieg spotkań Łukaszenki z załogami zakładów, podczas których był wygwizdywany i spotykał się z wezwaniami do ustąpienia.

– To wyjątkowa sytuacja. Nie było w historii Biało rusi po rozpadzie ZSRR protestów załóg dużych zakładów na taką skalę. Istotny jest też fakt, że w strajki włączyły się nawet flagowe przedsiębiorstwa przemysłu, takie jak zakłady potasowe Biełaruskalij w Salihorsku czy mińska fabryka traktorów MTZ, których pracownicy są relatywnie wysoko wynagradzani i posiadają ważne miejsce ...


Chcesz zobaczyć pełną treść artykułu?
* jeśli posiadasz wykupioną e-prenumeratę
Nasz serwis wykorzystuje wyłącznie najnowsze technologie, aby zapewnić użytkownikowi najwyższą jakość usług. Prosimy o zaktualizowanie przeglądarki, aby poznać pełne możliwości naszego serwisu. Pobierz Microsoft Edge, aby korzystać z serwisu.