Dziennik Gazeta Prawana logo

Wspólnie powalczmy o kolejne 25 mld euro

6 września 2021

14 lipca Komisja Europejska przedstawiła od dawna oczekiwany pakiet legislacyjny, który ma pozwolić Unii Europejskiej na zrealizowanie celów klimatycznych zapisanych w niedawno przyjętym prawie klimatycznym. Po raz pierwszy mamy do czynienia z wytyczonymi w drodze legislacyjnej wiążącymi celami, jakimi są redukcja emisji gazów cieplarnianych – minimum o 55 proc. netto do 2030 r. – oraz osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Dotychczasowe cele były przyjmowane jedynie kierunkowo w konkluzjach Rady Europejskiej. Przedstawiony przez Komisję Europejską pakiet nosi nazwę „Fit for 55” w związku z pierwszym 55-proc. celem redukcji.

W pakiecie tym znajduje się kilkanaście projektów, w tym zarówno nowe, jak i zmiany w dyrektywach i rozporządzeniach, które były przyjmowane całkiem niedawno, bo pod koniec ubiegłej kadencji Parlamentu Europejskiego. Otwieranie dopiero co uchwalonego prawa jest działaniem bezprecedensowym, szczególnie biorąc pod uwagę bardzo trudne negocjacje w latach 2018–2019. Bezprecedensowe jest również tak znaczne podniesienie celu redukcyjnego.

W pakiecie znajdziemy m.in. zmianę dyrektyw o handlu emisjami (ETS), efektywności energetycznej czy wspieraniu energii ze źródeł odnawialnych. Są tam również całkiem nowe projekty, jak np. wprowadzenie węglowego granicznego mechanizmu korekcyjnego (CBAM), mającego w swoim zamierzeniu chronić Unię Europejską przed zjawiskiem ucieczki węglowej (Carbon Leakage), a docelowo, co bardzo kontrowersyjne, zastąpić dotychczasowe mechanizmy zapobiegające ucieczce, w tym przede wszystkim darmowe uprawnienia do emisji.

Po raz pierwszy mamy również do czynienia z narzuceniem kosztów transformacji energetycznej nie tylko na przemysł, ale i na konsumentów. Komisja Europejska zaproponowała bowiem wprowadzenie ETS do sektora transportu i budynków. Ze względu na detaliczny charakter obydwu sektorów uprawnień nie będą wykupować bezpośrednio końcowi odbiorcy, bo trudno sobie wyobrazić, żeby każdy z nas musiał zakupić na giełdzie uprawnienia do emisji CO2 pokrywające emisje z prywatnego samochodu oraz centralnego ogrzewania w domu czy mieszkaniu. Tak więc uprawnienia te mają być kupowane przez podmioty wprowadzające na rynek paliwa – dystrybutorów gazu, składy opału czy stacje benzynowe. Oczywiście koszt uprawnień będzie przerzucony na końcowego odbiorcę.

Jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych części pakietu, dotyka bowiem kosztami redukcji CO2 bezpośrednio wszystkich obywateli. Sam przewodniczący Komisji Środowiska francuski eurodeputowany i były szef francuskiego WWF ostrzegał przed wprowadzeniem opłat za emisje z ogrzewania i transportu, wspominając francuski ruch „żółtych kamizelek”.

Trzeba jednak oddać Komisji Europejskiej sprawiedliwość, że mechanizm ten wprowadza, aby osiągnąć cel redukcyjny przyjęty przez Parlament Europejski i Radę, i uznała, że bez niego osiągnięcie 55-proc. redukcji możliwe nie będzie. Komisja początkowo zresztą optowała za niższym, 50-proc. celem. W Parlamencie Europejskim, zdając sobie sprawę z potencjalnych kosztów społecznych, wraz z całą Grupą Europejskiej Partii Ludowej, również optowałem za niższym celem. Natomiast politycy tacy jak Pascal Canfin proponowali jeszcze wyższe, bo 60–65-proc. redukcje, nie bacząc na koszty, przed którymi dzisiaj ostrzegają.

Komisja Europejska również na te koszty nie jest ślepa, dlatego zaproponowała powstanie Społecznego Funduszu Klimatycznego (SCF), który ma być finansowany z przychodów z ETS na budynki i transport. Fundusz ten ma łagodzić koszty społeczne, szczególnie wśród najbardziej wrażliwych grup społecznych, ale nie poprzez dopłaty do rachunków, a poprzez inwestycje w efektywność energetyczną czy zeroemisyjne źródła energii. Obrazowo zamiast refundacji podwyżki ceny węgla osoby potrzebujące mają mieć docieplony dom, zamontowane panele fotowoltaiczne oraz pompę ciepła. Przewidziana w ramach SCF „koperta” dla Polski to 25 mld euro w latach 2025–2032.

Przed polskim rządem staje teraz bardzo trudny dylemat: czy walczyć z zaproponowanym nowym ETS, czy też go poprzeć. Pierwsza droga jest chwytliwa politycznie – można będzie ogłosić, że broni się obywateli przed podwyżkami cen ogrzewania czy benzyny. Można również liczyć na sojusz z Francją. Jeśli jednak nie uda się mocno stępić ostrza tych projektów, koszt polityczny braku skuteczności może być bardzo wysoki.

Druga opcja to warunkowe poparcie projektu w zamian za znaczące (np. dwukrotne) zwiększenie polskiej puli w ramach SCF. Polska ma wiele argumentów, których mogłaby użyć w negocjacjach, choćby potencjalnie większą skalę redukcji emisji niż na zachodzie Europy, ze względu na stosunkowo wysoki udział spalania węgla w sektorze komunalnym. Argumentem może być również różnica między polską alokacją darmowych uprawnień w ramach podstawowego rynku ETS a potrzebami polskich przedsiębiorstw. Ta druga opcja może finalnie przynieść więcej korzyści, jednakże jest obarczona większym ryzykiem politycznym.

Dlatego też najlepiej, gdyby decyzja co do stanowiska ws. ETS na budynki i transport w Polsce była ponadpartyjna, tak by również opozycja miała udział w jej podejmowaniu. Wspólny polski głos na pewno miałby większą siłę, a sukces może zostać osiągnięty tylko wtedy, gdy przygotuje się spójną, opartą na długofalowych celach strategię negocjacyjną, która nie będzie jedynie odbiciem bieżącej polityki wewnętrznej. ©

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.