Dziennik Gazeta Prawana logo

Pandemia wpłynęła na bilanse

23 czerwca 2021

Jedną z największych bolączek firm transportowych są zatory płatnicze i związane z nimi problemy z bieżącą płynnością finansową

Przedłużające się ograniczenia związane z COVID-19 z każdym kolejnym miesiącem coraz dotkliwiej wpływają na przedsiębiorców.

- Gdy w osiem miesięcy zeszłego roku, w okresie pandemii, przeterminowane zobowiązania transportu podwyższyły się o 80 mln zł, w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku było to 65 mln zł - mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że branża transportowa nigdy nie należała do solidnych płatniczo. Spore kłopoty z regulowaniem zobowiązań miała również przed pandemią, notowane po jej stronie przyrosty zaległości były zwykle znacznie wyższe niż w innych sektorach.

Opóźnienia w dobrych czasach

Prawdziwy rekord padł w okresie dobrej koniunktury w 2019 r. Nieopłacone dostawcom i instytucjom finansowym zobowiązania wzrosły o 24 proc. - czterokrotnie więcej niż wśród ogółu przedsiębiorstw. - Wygląda na to, że dla sektora bardziej zgubne okazały się kłopoty z płynnością finansową wynikające z przeinwestowania, podejmowania zbyt wysokiego ryzyka i rywalizacji z konkurencją niż ze spowolnienia obserwowanego w czasie pandemii - informuje Sławomir Grzelczak. Choć przyznaje, że w ciągu roku z koronawirusem, od kwietnia 2020 do kwietnia 2021 r., zaległości transportu znów podwyższyły się wielokrotnie bardziej niż w przypadku wszystkich firm, bo o 6,4 proc. wobec średniej dla całego rynku na poziomie1,5 proc., to jednak jest wiele większych ofiar pandemii. Za przykład podaje rolnictwo, które podwyższyło zaległości o ponad jedną piątą, działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierającą (14 proc.) czy gospodarowanie odpadami oraz działalność profesjonalną, naukową i techniczną, gdzie zaległości zwiększyły się o ok. 8 proc. Jak dodaje Sławomir Grzelczak, z baz danych firmy wynika, że 1,5 proc. wzrost zaległości wszystkich przedsiębiorstw przełożył się na zwiększenie sumy z 33,73 mld zł do 34,23 mld zł. Z 500 mln zł nowych zaległości na nowe przeterminowane zobowiązania transportu przypadło 135 mln zł.

- Obecnie nieopłacone w terminie przez transport, faktury i raty kredytów wynoszą 2,24 mld zł. Mowa tu o opóźnieniach wynoszących min. 30 dni na kwotę min. 500 zł - wylicza Sławomir Grzelczak.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że wzrosła nie tylko kwota samego długu. Więcej jest też przedsiębiorców w branży TSL, którzy mają problem z regulowaniem swoich zobowiązań finansowych na czas.

BIG InfoMonitor mówi o 33 130 podmiotach mających problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań. To co 11. firma. W ujęciu branżowym to jeden z wyższych wyników, ale nie różni się od tego sprzed pandemii.

W transporcie drogowym jest to nawet co 9. firma. Znacząca rola dla całego sektora transportowego powoduje, że gros zaległości spoczywa właśnie na firmach zajmujących się tym biznesem. Po ich stronie jest 1,74 mld zł z 2,24 mld zł dla całego sektora transport i gospodarka magazynowa. Według Sławomira Grzelczaka przez 12 miesięcy transportowi drogowemu doszło 103 mln zł nowych zaległości (wzrost o 6,3 proc.).

To wszystko sprawia, że w porównaniu z rokiem ubiegłym bardzo zwiększyło się średnie zadłużenie jednego dłużnika. W BIG InfoMonitor średnio na jedną przypada obecnie 72,2 tys. zł długu. Kwota ta wzrosła przez 12 miesięcy o 4,7 tys. zł.

O tym, że branża przeżywa kłopoty mówią też przedstawiciele Transcash.eu, która na początku pandemii tzn. w marcu i kwietniu 2020 r. roku zanotowała ponad 60-proc. wzrost liczby i wartości spraw windykacyjnych w porównaniu do analogicznego okresu roku 2019.

- W kolejnych miesiącach dynamika zgłoszeń windykacyjnych wyhamowała, m.in ze względu na wprowadzane obostrzenia oraz mniejszą liczbę frachtów, by na przełomie lat 2020 i 2021 zaliczyć delikatny wzrost - dodaje Bartłomiej Socha, dyrektor windykacji polubownej Transcash.eu. I zaznacza, że od początku roku znowu obserwuje rosnącą aktywność wierzycieli w kontekście liczby i wartości zgłoszeń windykacyjnych, chociaż nie są to jeszcze tak spektakularne wolumeny, jak w pierwszych miesiącach pandemii.

- Z badań przygotowanych na nasze zlecenie w marcu 2021 r. przez Keralla Research Instytut Badań i Rozwiązań B2B wynika, że z problemem opóźnień w płatnościach boryka się dziś ok. 62 proc. firm transportowych bez względu na liczebność floty. Najdłużej na pieniądze czekają firmy dysponujące flotą od 6 do 50 pojazdów - uzupełnia Bartłomiej Socha.

Ma długi i sama zalega

Na liście wierzycieli firm przewozowych są banki, ale też firmy leasingowe, faktoringowe, zarządzające wierzytelnościami, ubezpieczyciele.

- Rodzaje wierzytelności nie uległy zmianie. Zobowiązania nadal dotyczą zaległości z umów transportowych, ale i leasingów, kart paliwowych, czasami zobowiązania ZUS/US - zaznacza Bartłomiej Socha.

Rosnące zaległości wobec dostawców czy banków zwykle mają swoje powody w braku wpływu na konto za wykonane usługi czy sprzedane towary.

Na problem zatorów płatniczych wskazuje przeważnie od 1/3 do nawet połowy firm. Nie inaczej jest w przypadku firm transportowych. - Co znamienne, ich największym dłużnikiem są także podmioty z branży, dla których działają jako podwykonawcy. Następne na liście dłużników transportu są branże handlowa, przetwórstwo przemysłowe oraz działalność profesjonalna naukowa i techniczna - zauważa Sławomir Grzelczak.

Przyczyny złej sytuacji

Eksperci nie mają wątpliwości, że sytuacja byłaby o wiele gorsza, gdyby nie dynamiczny rozwój rynku e-commerce. Jak wynika z danych Euromonitora, wartość handlu przez internet wzrosła o 42 proc., do 420 euro w ujęciu per capita. Jest to trzeci wynik w Europie Wschodniej, jedynie Czechy i Estonia wydają na osobę więcej online. Tymczasem to segment, z którym przewoźnicy mocno kooperują. Same firmy przyznają, że sprzedaż internetowa była kołem zamachowym branży. Podobnie jak eksport.

Jak wynika z danych GUS, w 2020 r. w odniesieniu do roku poprzedniego odnotowano wzrost przewozów ładunków w transporcie samochodowym. Przewieziono ich 2 331 758 tys. ton, wobec 1 921 073 tys. ton rok wcześniej.

Skąd więc wynikają kłopoty sektora? Eksperci podkreślają, że transport, szczególnie towarowy, był jedną z branż, którą ograniczenia wyjątkowo mocno dotknęły na początku epidemii. Zamknięcie lub ograniczenie działalności zakładów produkcyjnych oraz kryzys stacjonarnego handlu detalicznego przełożył się na spadek liczby frachtów. Dobrym przykładem jest branża automotive. Dlatego część przewoźników z dnia na dzień straciła źródło swoich dotychczasowych przychodów. Lepsza sytuacja u części kontrahentów nie zrekompensowała w pełni gorszej u innych. Poza tym wielu przewoźników było dotychczas skupionych na wybranych branżach. Mało kto dywersyfikował portfel klientów. W związku z tym firmy, które obsługiwały klientów z branż, którym pandemia dała się we znaki, np. z sektora motoryzacyjnego, popadły w kłopoty finansowe.

- Według badań i raportów branżowych ponad 40 proc. firm transportowych odnotowało spadek liczby frachtów. Skutkiem tego było też odsunięcie w czasie lub całkowita rezygnacja z inwestycji np. w rozwój floty lub zwiększenie zatrudnienia - zauważa Bartłomiej Socha.

W trudnej sytuacji znajdował się i dopiero zaczyna wychodzić z dołka transport pasażerski. Według GUS w 2020 r. odnotował spadek przewozów o 45,9 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Największy spadek przewozów odnotowano w transporcie lotniczym (o 83,4 proc.), a ponadto w transporcie samochodowym (o 52,0 proc.), kolejowym (o 37,6 proc.), morskim (31,5 proc.) i wodnym śródlądowym (o 49,9 proc.). Tak znaczący spadek liczby przewiezionych pasażerów spowodowany był ograniczeniami w podróżowaniu osób w związku ze stanem pandemii związanej z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2.

- Na pytanie, czy firmie w ostatnich 12 miesiącach groziła upadłość, na początku IV kwartału zeszłego roku odpowiadało twierdząco 16 proc. przedstawicieli przedsiębiorstw zajmujących się przewozem osób i towarów. Już sześć miesięcy później ponad 40 proc. przy średniej wskazań wszystkich branż (budownictwo, handel, transport, przemysł i usługi) na poziomie 22 proc. - mówi Sławomir Grzelczak.

Do tego w łańcuchu powiązań biznesowych usługi transportowe są opłacane na końcu i niestety często nie starcza już na nie pieniędzy.

Eksperci zaznaczają, że ze względu na znaczący udział transportu i logistyki w polskim PKB wszystkim powinno zależeć, aby branża jak najszybciej wróciła na właściwe tory.

- Przed firmami windykacyjnymi oraz resztą sektora finansowego rysuje się duże i odpowiedzialne wyzwanie w postaci podnoszenia jakości usług oraz wprowadzania nowych produktów, poprawiających bezpieczne funkcjonowanie firm z branży TSL - mówi Bartłomiej Socha.

Pełen obraz tego, jakie spustoszenie wywołała pandemia w 2020 r. w sektorze, będziemy mieli zapewne dopiero pod koniec 2021 r., kiedy zostanie przeprowadzony bilans zysków i strat, i po opracowaniu danych statystycznych przez GUS i Eurostat. Pewnych informacji dostarczają jednak dane na temat tego, ilu nowych przewoźników przybyło. W transporcie międzynarodowym ich liczba zwiększyła się o 150. Jest to ułamek procenta wobec 36513 takich przedsiębiorców zarejestrowanych w Biurze Międzynarodowego Transportu pod koniec 2019 r. Z kolei liczba pojazdów w tych firmach, odzwierciedlona przez liczbę wypisów z licencji, zwiększyła się z 246 745 pojazdów na koniec 2019 roku o około 10 tys. nowych jednostek.

Pozytywne strony też były

Ostatnie miesiące były dla przedsiębiorców swoistą lekcją. Stali się bardziej ostrożni w doborze potencjalnych kontrahentów. Proszą o referencje, szukają informacji o wypłacalności na giełdach transportowych, forach internetowych i social mediach.

Z cyklicznych badań realizowanych dla BIG InfoMonitor na temat kłopotów, jakie mikro-, małe i średnie firmy mają ze ściąganiem należności, wynika, że transport obecnie ma rzadziej kłopoty z niesolidnymi zleceniodawcami niż przed pandemią. Obecnie na opóźniających płatności o co najmniej 60 dni skarży się nieco więcej niż co trzecia firma (36 proc.). Porównywalnie jest w budownictwie, a gorzej w handlu, gdzie taki problem ma prawie połowa przedsiębiorstw. Tymczasem dwa lata temu transport wraz z handlem deklarowali największe kłopoty tego typu i na spływ należności przez ponad dwa miesiące czekało ok. 60 proc. przedsiębiorstw.

- Przedsiębiorcy z większą skrupulatnością sprawdzają wiarygodność płatniczą klientów, część nie daje odroczonego terminu płatności nowym klientom, częściej niż wcześniej pobierają zaliczki, szybciej decydują się na wpis do rejestru dłużników czy też pomoc firm windykacyjnych - mówi Sławomir Grzelczak.

Z drugiej strony, jak zauważają eksperci, firmy wciąż za długo zwlekają z przekazaniem spraw do windykacji, próbując odzyskać pieniądze we własnym zakresie lub z obawy przed utratą relacji biznesowej, często z większym podmiotem, biernie czekają na pieniądze.

Niepokojącym zjawiskiem jest też zwiększenie średniego Days Past Due, czyli dni po terminie płatności. W kwietniu 2020 r. średnie przeterminowanie faktur trafiających do windykacji wynosiło 60 dni. W kwietniu 2021 r. to już 85 dni.

- Tymczasem w ciągu pierwszych siedmiu dni roboczych po rozpoczęciu windykacji odzyskujemy ponad 60 proc. zgłoszonych wierzytelności. Oznacza to, uwzględniając 60-dniowy termin płatności faktury, że firmy czekają na swoje pieniądze ponad pięć miesięcy, co znacząco wpływa na płynność finansową przedsiębiorcy - mówi Bartłomiej Socha i dodaje, że na niekorzyść wierzycieli działają też krótkie terminy przedawnień w branży transportowej.

Klienci uśpieni deklaracjami zapłaty i przeciąganiem terminów ze strony dłużników często zgłaszają do windykacji roszczenia już przedawnione, co znacząco utrudnia (ale nie uniemożliwia) proces ich dochodzenia.

Co po pandemii?

Według badania realizowanego wśród mikro-, małych i średnich firm na pytanie, czy nowe nawyki klientów będą bardziej sprzyjały czy też szkodziły przedsiębiorcom, w biznesie przeważa pesymizm, bo chociaż 57 proc. ocenia wpływ nowych zachowań na biznes neutralnie, to jednak 30 proc. uważa, że będzie negatywny, a jedynie 9 proc., że pozytywny.

Obawy reprezentantów branży transportowej są nieco mniejsze, bo przekonanych, że zmiany zachowań pogorszą wyniki biznesu jest 22 proc., a 11 proc. uważa, że na tym skorzystają. - Czy obawy są uzasadnione, okaże się z czasem - zaznacza Sławomir Grzelczak.

Poza tym według prognoz analityków Transport Intelligence europejski rynek transportu samochodowego powinien wzrosnąć o 4,7 proc. w 2021 r. Stanowiłoby to wyraźne odbicie względem 2020 r., kiedy to rynek stracił 5,9 proc. wartości.

Szczególnie, że popyt na towary konsumpcyjne stale rośnie. Zwiększa się też aktywność sektora przemysłowego, co jest widoczne już od ostatnich miesięcy 2020 r. ©

Ostatnie miesiące były dla przedsiębiorców swoistą lekcją. Stali się bardziej ostrożni w doborze potencjalnych kontrahentów. Proszą o referencje, szukają informacji o wypłacalności na giełdach transportowych, forach internetowych i social mediach

Dłużnicy i wierzyciele

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.