Dziennik Gazeta Prawana logo

Chcemy złapać króliczka, a nie gonić go

Chcemy złapać króliczka, a nie gonić go
Materiały prasowe
29 marca 2021

Rozmowa z dr. Andrzejem Dybczyńskim, dyrektorem Sieci Badawczej Łukasiewicz - PORT Polskiego Ośrodka Rozwoju Technologii

Wirtualny Instytut badawczy to nowatorski program finansowania badań naukowych w zakresie biotechnologii medycznej - onkologii. W ciągu maksymalnie 10 lat będzie łożył środki na maksymalnie 10 projektów, które mają duży potencjał komercjalizacyjny. Jest na to 450 mln zł. Właśnie zamknęliście przyjmowanie wniosków - było ich 12. To chyba mało.

Ja lubię myśleć o WIB jako o programie inwestycyjnym, w którym społeczeństwo, rząd, podejmuje decyzję o zainwestowaniu prawie pół miliarda złotych w naukowców po to, żeby z ich pracy i talentu osiągnąć wymierne korzyści. Program tym się różni od innych znanych sposobów wspierania nauki, że nie chcemy uprawiać nauki dla nauki, finansować wspaniałych publikacji w prestiżowych periodykach. Chcemy płacić za te badania, które będzie można realnie wprowadzić na rynek i sprzedać. Cenniejszy będzie dla nas nawet mniej ambitny pomysł, ale taki, na który jest zapotrzebowanie. Chcemy złapać króliczka, a nie gonić go. Dlatego na przykład dopuszczamy, że program finansowania danych badań może być przerwany w każdym momencie, kiedy inwestor, reprezentowany przez Łukasiewicz - PORT uzna, że badania przestały rokować (bo np. gdzieś na świecie szybciej wymyślono to samo). Naszym celem nie jest tylko poprawne rozliczenie grantu, lecz osiągnięcie sprzedawalnych wyników. Program zakłada długoletnie finansowanie, co daje zespołowi naukowemu stabilizację. WIB jest atrakcyjny finansowo dla osób, które się w nim znajdą: lider zespołu otrzymywać będzie miesięczne wynagrodzenie w wysokości 35 tys. zł (brutto brutto). Jest jeszcze jedna ważna rzecz - własność intelektualna tych projektów, które powstaną w ramach WIB będzie należała do Skarbu Państwa.

Kto będzie decydował, czy dany projekt rokuje czy nie? No i jeszcze kto będzie zajmował się komercjalizacją?

Wiem, że to się nie bardzo podoba się niektórym naukowcom, ale przez cały czas trwania projektu przyglądać mu się będą najlepsi eksperci z dziedzin, których dane badania będą dotyczyć. I nie będą to ich krajowi koledzy, tylko niezależni eksperci międzynarodowi. Dzięki temu mamy nadzieję uniknąć wpadnięcia w ślepą uliczkę hermetyzacji środowiska i oceny wartości badań. A jeśli chodzi o komercjalizację, to w Łukasiewicz - PORT jest do tego cały zespół, którego szefem jest Polak, pozyskany z jednego z największych koncernów farmaceutycznych, gdzie zajmował się właśnie inwestowaniem i komercjalizacją badań. To człowiek, który wie, jak to się robi na świecie. Naukowcy nie muszą tego wiedzieć i zwykle nie wiedzą. Jeśli każdy zajmie się tym, co najlepiej potrafi, efekty mogą być dobre.

Załóżmy więc, że któremuś z zespołów, których wnioski zostaną zaakceptowane do finansowania, faktycznie uda się wymyślić coś spektakularnego, co się sprzeda. Własność intelektualna idzie na rzecz państwa, więc oni już nic nie będą z tego mieli, oprócz królewskich pensji do końca projektu?

To mało? Będą jednak mieli znacznie więcej - 65 proc. udziału w zyskach ze sprzedaży wyników swojej pracy. To jeszcze bardziej podnosi atrakcyjność finansowania WIB. Pytała pani, czy te 12 wniosków to nie za mało. Obawialiśmy się że, może ich być kilkadziesiąt, jeśli nie więcej. Ale myślę, że bardzo wysokie wymagania, jakie stawiamy (projekt musi być już na tyle zaawansowany, żeby można było ocenić jego rynkowe szanse) oraz konstrukcja umowy - zwłaszcza to, że inwestor oczekuje konkretnych rezultatów i nie chce finansować nauki dla nauki, zakończonego jedynie poprawnym rozliczeniem kosztów - te wszystkie czynniki są tak niezwykłe w polskich warunkach, że część chętnych zrezygnowała, woląc szukać finansowania w tradycyjnych mechanizmach, zapewne z tradycyjnymi efektami.

Może to i dobrze, bo kwota 450 mln zł nie jest oszałamiająca, zwłaszcza, jeśli popatrzeć na nią w perspektywie 10 lat.

To prawda, nie można nią zawojować świata. Szacuje się, że doprowadzenie jednego leku z etapu pomysłu do aptecznej półki to koszt 1-2 mld dol. My mamy do dyspozycji zaledwie 120 mln dol. Ale i to dobre na początek, zwłaszcza że, jak powiedziałem, taki sposób finansowania czy raczej inwestowania, to w naszym kraju absolutna nowość. Nie wiemy jeszcze, ile - i czy w ogóle - projektów zostanie zakwalifikowanych, być może kilka, być może żaden. Może się też zdarzyć tak, że będzie ich więcej, ale żaden nie doczeka się komercjalizacji. Jeśli ten eksperyment skończy się sukcesem i choć jeden projekt uda się sprzedać z zyskiem, to może następny nabór będzie finansowany na dużo większą skalę, np. 5 mld zł. Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, która różni WIB od innych sposobów finansowania - ta perspektywa dwa razy po pięć lat. Co ona oznacza? A mianowicie to, że nauka wciąż idzie do przodu, pojawiają się nowe pomysły i możliwości. I można sobie wyobrazić, że z jakimś zespołem badawczym podpisaliśmy umowę na projekt X. Ale w trakcie badań wyszło im, że projekt Y byłby bardziej perspektywiczny. U nas nie będzie problemu, żeby za zgodą armatora wyznaczyć nowy kurs okrętu.

Nie będziecie finansować badań podstawowych, nie będziecie też łożyć na infrastrukturę czy sprzęt.

Nam chodzi o dowiezienie wyniku - realnego i interesującego przemysł oraz o takie zmobilizowanie naukowców, żeby pomyśleli w nieco innym kierunku, niż zdobycie punktów za publikacje. A co do problemu zbytnio rozbudowanej infrastruktury: wykorzystanie sprzętu w wielu polskich laboratoriach jest średnio na poziomie 30 proc., podczas gdy w najlepszych jednostkach na świecie sięga 70 proc.

Kiedy wyniki?

Do końca tego roku powinniśmy poznać zespoły i projekty, które otrzymają finansowanie - miejmy nadzieję, że program dowiedzie swojej skuteczności.

Rozmawiała Mira Suchodolska

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.