Trudno być nauczycielem akademickim, naukowcem i przedsiębiorcą
Ewa Łojkowska: Od naukowców oczekuje się, że będą prowadzić badania, które z kolei doprowadzą do wdrożeń. Ale głównym i najważniejszym zadaniem uczelni wyższych jest nowoczesne i efektywne nauczanie
Fot. Mat. prasowe
Prof. Ewa Łojkowska, Zakład Ochrony i Biotechnologii Roślin Międzyuczelniany Wydział Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego
Polscy naukowcy coraz chętniej podejmują ryzyko biznesowe, zakładając firmy zajmujące się biotechnologią medyczną i farmaceutyczną. Ich wynalazki odpowiadają na potrzeby ludzkości i to jest ze wszech miar pożądane i oczekiwane. Ale nie zawsze i nie wszystko przebiega transparentnie. Bywa, że taka działalność budzi różne wątpliwości, w tym i te natury moralnej. Jak to powinno być rozwiązywane?
W swoim pytaniu poruszyła pani sporo różnych zagadnień. Przede wszystkim komercjalizację badań naukowych reguluje ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, która również zwraca uwagę na wdrożenia i innowacje. Uczelnie rozwiązują to w taki sposób, że powołują centra transferu technologii oraz inkubatory przedsiębiorczości do komercjalizacji bezpośredniej. Kolejną możliwością jest powoływanie spółek celowych, do pośredniej komercjalizacji tych projektów, które są perspektywiczne i nadają się do skomercjalizowania. Trzeba pamiętać, że pracownik uniwersytetu nie jest jedynym właścicielem danego wynalazku czy nowego wdrożenia. Jest nim przede wszystkim uczelnia, ponieważ pracę nad wynalazkiem wykonuje się zwykle narzędziami uczelni… Regulamin zarządzania prawami własności przemysłowej, prawami autorskimi i oraz zasad komercjalizacji uchwala Senat uczelni.
No właśnie, korzysta się z laboratoriów uczelni…
Tak jest. A z drugiej strony badania, które doprowadzają do takiego wynalazku, finansowane są ze źródeł państwowych; czyli z MEiN, czy z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), czy z Narodowego Centrum Nauki (NCN). To finansowanie wygląda bardzo różnie, w zależności od tego, o jakiego rodzaju działalności mówimy. Każdorazowo w tego typu przypadkach zawierane są umowy dwustronne, między uczelnią a jednostką finansującą badania. Mogę opowiedzieć, jak to się dzieje na mojej uczelni.
Poproszę.
Na Uniwersytecie Gdańskim powołano Centrum Transferu Technologii; w trakcie tworzenia jest też inkubator przedsiębiorczości. Powołano również celową spółkę do komercjalizacji wyników badań. Jeżeli są to badania, które mają perspektywy wdrożenia, to przechodzą przez ewaluację rady nadzorującej działalność CTT czy spółki. W efekcie podejmowane są decyzje, czy badania będą komercjalizowane, czy też spółka szuka partnerów biznesowych do takich realizacji.
W Uniwersytecie Gdańskim na Międzyuczelnianym Wydziale Biotechnologii mamy Laboratorium Badawczo-Wdrożeniowe, które posiada akredytację Polskiego Centrum Akredytacji i może wykonywać certyfikowane badania usługowe. Obsługę finansową tej działalności prowadzi uniwersytecka spółka celowa. Obowiązujące przepisy prawa regulują na co można przeznaczyć zarobione pieniądze - czy kupowany jest sprzęt badawczy, odczynniki czy jakąś część wypracowanych środków można przeznaczyć na wypłaty dla pracowników. Mówię tu jednak o bardzo ograniczonej działalności usługowej. Nie ma ona takiego zasięgu, jak to się dzieje na przykład w Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, w którym realizowany był projekt dotyczący produkcji testów do wykrywania wirusa SARS-CoV-2. Pracownicy instytutu opracowali technologię, zawarto umowę z jedną firmą, która dostarczała odczynniki oraz z drugą, która przygotowywała gotowy produkt handlowy do dystrybucji na dużą skalę.
Tego rodzaju współpraca nauki z biznesem to jedyna możliwość dla naukowców?
Dziś na komercjalizację kładzie się szczególnie duży nacisk, bo naukowcy są również z tego rozliczani. Ale to dzieje się poprzez te jednostki powołane w uczelniach i instytutach. Wszystkie wnioski patentowe, które pracownicy uniwersytetu chcą zgłosić, przechodzą przez Centrum Transferu Technologii. Tam są oceniane i tam zapada decyzja, czy warto taki wniosek patentować i dalej w niego inwestować. Tak to wygląda w skali uczelni. Każdorazowo przy projektach, które mają być wdrażane, podpisywane są umowy. Jeśli chodzi o patenty, umowy podpisywane są między wynalazcą a Centrum Transferu Technologii. Te umowy pozwalają również odkrywcy na zachowanie części ewentualnych dochodów z patentu. Natomiast w przypadku cywilnej spółki powołanej do komercjalizacji pośredniej podpisywane są umowy z inwestorami, warunki umowy są każdorazowo negocjowane.
Uniwersytety mogą powoływać dwa rodzaje spółek. Są spółki spin-off, w których udziały ma uczelnia i start-upy.
Start-upy mogą wykorzystywać uczelniany sprzęt?
Dotyczy to również spółek spin-off, w których uczelnie mają udział - jeżeli spółka wynajmuje powierzchnie, wynajmuje urządzenia, to za to wszystko musi wnosić opłaty. Pewnie w każdej uczelni jest to regulowane trochę inaczej, ale ważne, że są przepisy, które pozwalają na regulacje tych spraw. Każdorazowo, przy każdej komercjalizacji jest zawierana umowa, nad zapisami której czuwają zarówno prawnicy z uczelni, jak i z drugiej strony.
Pandemia przyczyniła się do komercjalizacji badań naukowych?
Dużym osiągnięciem jest na przykład opracowanie technologii produkcji testów do wykrywania wirusa SARS-CoV-2. Środki celowe na opracowanie tych testów i ich standaryzację zostały skierowane do IChB w Poznaniu przez MNiSW. Potem następowała komercjalizacja produktu, ale na pewno przy tej okazji była szczegółowa umowa trójstronna między Instytutem, który dostał środki z MNiSW i firmami, które zajmują się przygotowaniem produktów na rynek i ich sprzedażą. Na pewno jednostka naukowa musi się z tych środków rozliczyć. Z tego, co wiem, to opracowano trzy generacje testów do wykrywania COVID. Praca naukowa nad tymi testami prowadzona była w dużym tempie i z wielkim zaangażowaniem.
Jakiego rodzaju doświadczenie jest dziś udziałem nauki w związku ze współpracą z biznesem? Jakie są tego dobre praktyki i jakie są korzyści przy takiej współpracy?
Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Od naukowców oczekuje się, że będą prowadzić badania, które z kolei doprowadzą do wdrożeń. Ale głównym i najważniejszym zadaniem uczelni wyższych jest nowoczesne i efektywne nauczanie i tym skupiamy nasz wysiłek. Z drugiej strony to, z czego rozlicza się pracowników naukowych, to badania podstawowe i publikacje, najlepiej w bardzo dobrych czasopismach międzynarodowych. Powiedziałabym, że najczęściej dzieje się tak, że jeżeli ktoś rzeczywiście chce iść w kierunku działalności usługowej czy wdrożeniowej, to tworzy spółkę i potem w dużej mierze skupia się na działalności tej spółki, a wtedy coraz mniej jest związany z uczelnią.
Krótko mówiąc, naukowcy stają się biznesmenami?
Tak, bo fizycznie nikt - nie jest w stanie robić wszystkiego. W Polsce w przypadku nauczyciela akademickiego nie ma formalnego podziału zakresu obowiązków. Na uczelniach amerykańskich, profesor ma zwykle określony procentowo zakres obowiązków dydaktycznych, naukowych i wdrożeniowych czy administracyjnych. W Polsce przede wszystkim jesteśmy mocno obciążeni dydaktyką i jednocześnie staramy się efektywnie pracować naukowo. Nauczyciel akademicki nie jest w stanie w pełnym wymiarze uczyć studentów, prowadzić badania, mieć publikacje i do tego być przedsiębiorcą. Jeśli na dodatek chce swój biznes dobrze rozwijać, to musi na niego przeznaczyć odpowiednią ilość swojego czasu. Znam przykłady osób, które przez jakiś czas angażowały się w pracę naukową i wdrożeniową i albo dochodziły do wniosku, że przechodzą do biznesu, albo uznawały, że tak się nie da i wracały do pracy naukowej.
Tymczasem udział PKB, jeśli chodzi o wydatki na naukę w Polsce maleje z roku na rok. Jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc wśród krajów OECD.
Nakłady na naukę ciągle są małe. Instytucje finansujące naukę, takie jak NCN czy NCBR to agendy zasilane przez państwo. Trzecią dużą organizacją, która finansuje badania, jest Fundacja na rzecz Nauki Polskiej. Bezpośrednich pieniędzy przemysłowych idących z biznesu jest w nauce bardzo niewiele.
Zdaniem niektórych naukowców, zamiast się rozdrabniać i finansować kilka tysięcy małych projektów naukowych, można by zmniejszyć tę liczbę, a większe pieniądze przeznaczyć na kilka większych projektów, które w przyszłości mogłyby się tak rozwinąć, że dałyby na przykład podwaliny pod powstanie takich firm jak BioNTech? To marzenie ściętej głowy?
Tylko że BioNTech - firma naukowa, musiała się połączyć Pfizerem, globalną firmą farmaceutyczną. Na tym polega problem - szczególnie jeśli chodzi o badania biomedyczne, farmaceutyczne, że nakłady muszą być bardzo duże. Pierwsza kwestia to środki na same badania i opracowywanie nowych technologii, ale potem istotne jest sprawdzenie bezpieczeństwa i stosowania uzyskanych produktów. Doświadczamy tego teraz w związku ze szczepionkami przeciw SARS-COV-19. To są ogromne koszty badań klinicznych, na które w naszym kraju chyba nikt nie może sobie pozwolić.
Co dobrego wydarzyło się ostatnio, jeśli chodzi o polską naukę, jej badania, wynalazki. Mamy ich więcej?
Myślę, że istotna tu jest koncentracja wydatków. Duże środki powinny być przeznaczane na priorytetowe i innowacyjne projekty, które muszą przejść rzetelną procedurę konkursową. Duże środki zostały przeznaczone na Małopolskie Centrum Biotechnologii, które działa przy Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie prowadzone są w tej chwili intensywne badania nad opracowywaniem nowych leków przeciw COVID-19. Kolejny przykład to przeznaczenie sporych nakładów na opracowanie technologii produkcji testów diagnostycznych na SAR-CoV-2. Uniwersytet Gdański otrzymał kilka milionów złotych na przystosowanie laboratoriów wirusologicznych do pracy z takimi niebezpiecznymi patogenami jak SARS-CoV-2. Tego typu działania są ważne. Ale o ile opracowanie innowacyjnych testów czy leków to praca naukowca, to już ich produkcją na dużą skalę muszą się zajmować wyspecjalizowane firmy. Niewątpliwie powinno też być ukierunkowane przekazywanie środków na takie projekty, które są przyszłościowe, a z drugiej strony takie, które w danym momencie są naprawdę pilne.
Jak pani zdaniem powinno wyglądać idealne finansowanie nauki?
Na pewno powinno się odbywać poprzez konkursy, które mają ściśle zdefiniowane kryteria oceny. Każdy projekt wdrożeniowy powinien być oceniany w trybie konkursowym pod względem jego celowości i przydatności. Często diabeł tkwi w szczegółach: w systemie oceny tych projektów, w działaniach, które prowadzą do tego, czy w efekcie finansuje się wiele małych projektów czy pojedyncze duże. Uważam, że środki na badania naukowe powinny być koncentrowane tam, gdzie pracują najlepsze zespoły badawcze, specjalizujące się w określonych dziedzinach badań. Musi funkcjonować efektywny system konkursowy, ale powinien być wspierany przez politykę naukową wyznaczającą priorytety dla nauki krajowej.
Rozmawiała Marta Czerwińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.