Dziennik Gazeta Prawana logo

Bohaterzy nie zawsze byli bohaterami

1 sierpnia 2024

Komuniści musieli zwalczać pamięć Powstania 
Warszawskiego, bo pełna prawda o nim 
delegitymizowałaby władzę – mówi Paweł Ukielski, historyk, politolog, wicedyrektor Muzeum Powstania 
Warszawskiego

Od lat 1 sierpnia o 17, w godzinie „W”, Warszawa zatrzymuje się na kilka chwil, ludzie stają w wielu miastach w Polsce i nie tylko. Dla większości z nas takie przejawy patriotyzmu i historycznej pamięci są czymś naturalnym, tak jak śpiewanie niezakazanych już piosenek. Ale nie zawsze tak było.

43afa05f-c41d-43ab-91fb-d15aff29fadb-38257065.jpg

Pierwszy sygnał do ataku na ideę Powstania dał już Stalin w jego trakcie, mówiąc o awanturze, z którą nie chce mieć nic wspólnego. Komuniści za nim podążali, więc czasy stalinowskie – do 1954 r., a tak naprawdę do 1956 r. – to jest czarny okres. Chociaż można wyróżnić dwa podokresy. Pierwszy tuż po wojnie, do lat 1947–1948, wtedy była jeszcze pewna ograniczona zgoda na obchody rocznicowe, pojawiały się pierwsze upamiętnienia. Później nastał okres najczarniejszy, który można datować od rozpoczęcia wielkich aresztowań żołnierzy Armii Krajowej. W 1948 r., w Wigilię, aresztowano Jana Rodowicza ps. Anoda i innych „Zośkowców”. Później nastąpiła odwilż, która jednak nie trwała długo, bo już od 1958 r. na nowo ta śruba była dokręcana przez Gomułkę, chociaż oczywiście nie było już powrotu do sytuacji z czasów stalinowskich. Później na pewno należy wspomnieć o karnawale Solidarności, kiedy tematyka powstańcza pojawiła się w podziemnej prasie, literaturze. A potem stan wojenny i wychodzenie z niego; wtedy można mówić o próbach „umizgów” generała Jaruzelskiego do środowisk patriotycznych, co zakończyło się już po wyborach czerwcowych odsłonięciem 1 sierpnia 1989 r. Pomnika Powstania Warszawskiego.

Warszawa pamiętała o rocznicach. Uroczystości odbywały się w kościołach, miejscach walk i tam, gdzie ginęli powstańcy czy warszawiacy. W pierwszych powojennych latach wystawiane były nawet warty honorowe żołnierzy Wojska Polskiego. W 1946 r. na Powązkach odsłonięto pomnik Gloria Victis.

To było jedyne upamiętnienie Powstania Warszawskiego w tej formie w samej Warszawie, na które władze się zgodziły, zastrzegając, że może się ono znaleźć wyłącznie na cmentarzu. Do dzisiaj pomnik Gloria Victis jest takim miejscem, przy którym jest celebrowana godzina „W”. Tam od 1946 r. gromadzą się powstańcy i to jest dla nich największa świętość.

Komuniści musieli zwalczać pamięć Powstania Warszawskiego, bo pełna prawda o nim delegitymizowałaby władzę. Nie dało się go jednak całkowicie przemilczeć, bo to było zbyt duże wydarzenie, w którym brały udział setki tysięcy ludzi. W Warszawie w chwili jego wybuchu przebywało około 900 tys. mieszkańców.

Od kiedy Warszawa obchodzi hucznie rocznice Powstania Warszawskiego?

W jakimś sensie hucznie była obchodzona pierwsza, z całą pewnością rocznice 12. i 13., czyli w latach 1956 i 1957. Masowy udział obywateli zaskoczył wtedy władzę i już w 1958 r. były instrukcje, jak pacyfikować i jak obniżać rangę, jak doprowadzić do tego, żeby te obchody były mniej liczne.

A od kiedy tak na dobre zaczęło się obchodzenie rocznic już bez ograniczeń i politycznych nacisków?

Oczywiście po upadku komunizmu, po 1989 r. Przy czym 50. rocznica w 1994 r. nie miała tej rangi, co uroczystości w 2004 r., mimo, że obecny był prezydent Niemiec i przy ulicy Bielańskiej wmurowano kamień węgielny pod muzeum. Kolejną okrągłą, 60. rocznicę poprzedziło otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego, które ostatecznie znalazło się gdzie indziej. Można też mówić o zmianie sposobu myślenia o obchodach. Po pierwsze, powstańcy zaczęli być traktowani jak prawdziwi bohaterowie. Jako zespół MPW, który tworzył koncepcję obchodów, chcieliśmy, żeby wzięli w nich udział nie tylko przedstawiciele, ale wszyscy weterani. I to się udało, bo uczestniczyło ich w uroczystościach ok. 4 tys. Drugi element, który, jak myślę, spowodował, że Powstanie Warszawskie i rocznice stały się dobrem narodowym, to inkluzywność. Zależało nam na tym, żeby wydarzenia związane z rocznicą przyciągały jak najszersze grono ludzi, żeby każdy mógł w nich znaleźć coś dla siebie.

Oficjalne uroczystości oczywiście są bardzo ważne. Stworzyliśmy tradycję, że prezydent Rzeczypospolitej i prezydent Warszawy spotykają się ze wszystkimi powstańcami w Parku Wolności przy muzeum. Tak jest od 20 lat. Ale jednocześnie od tamtego czasu organizujemy liczne wydarzenia o zupełnie odmiennym charakterze: koncerty rockowe, jazzowe, muzyki popularnej, spektakle teatralne, gry miejskie, wydarzenia sportowe, takie jak Masa Powstańcza, czyli przejazd rowerowy szlakiem któregoś z oddziałów. No i oczywiście wspólne śpiewanie piosenek. Udało się spowodować, że obchody stały się wspólnotowe, że nie są wydarzeniem dla garstki oficjeli i weteranów. Każdy może się w tym odnaleźć.

Czy wiadomo, ilu powstańców może uczestniczyć w tegorocznych obchodach?

W naszej bazie danych mamy niespełna 400 żyjących powstańców. Liczymy na to, że stu kilkudziesięciu będzie w stanie wziąć udział w uroczystościach. Niestety to jest liczba, która z tygodnia na tydzień się zmniejsza. Jak mawiał generał Zbigniew Ścibor-Rylski: rządzi nami generał czas.

Jaki będzie sens i cel kolejnych obchodów, na których powstańców już zabraknie?

Od początku naszą myślą było to, żeby kultywować pamięć o Powstaniu, ale też nieść w przyszłość wartości, które za nim stały. I to też przyświecało powstańcom. Gdy tworzyliśmy muzeum, podejście kombatantów z początku było nieufne. To zrozumiałe, bo już tyle razy się sparzyli na kolejnych obietnicach, że trudno było, żeby od razu zaufali, że ekipa bardzo młodych, niedoświadczonych ludzi udźwignie ten temat. Ale gdy zobaczyli entuzjazm, że zależy nam na tym i że sprawy faktycznie mają wsparcie w Lechu Kaczyńskim w ratuszu, to oni nam dość szybko zaufali. Trochę się baliśmy, że będziemy robić nowoczesne muzeum, wręcz rewolucję w polskim muzealnictwie, a to są ludzie starsi, którzy raczej kojarzyli się z konserwatywnym podejściem. A oni nam powiedzieli: My znamy historię i to nie dla nas macie ją opowiedzieć. Jeżeli wiecie, jak ją opowiedzieć, tak żeby młodzi chcieli jej słuchać, to róbcie to po waszemu. To jest przesłanie, które od nich dostaliśmy i chcemy nieść w kolejne lata, gdy zabraknie już ostatniego z powstańców.

Rozmawiał Piotr Buczek

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.