Dziennik Gazeta Prawana logo

Królowa jest tylko jedna

21 czerwca 2023

Podczas igrzysk europejskich kibice będą mogli zobaczyć aż 29 dyscyplin sportowych, ale królowa jest tylko jedna – to lekkoatletyka

35a7ca3c-e0c9-44f8-809e-a1ad24304323-37838145.jpg

Ze względu na zmianę formuły na Stadionie Śląskim w Chorzowie pojawią się tuzy europejskich aren. Wśród nich Polacy, którzy będą faworytami do medalu, a być może nawet do zwycięstwa. Kiedy cztery lata temu podczas IE w Mińsku lekkoatleci startowali w nowej formule zawodów Dynamic New Athletics (DNA), miało dojść do przełomu, a skończyło się niewypałem. 24 kadry startowały w pięciu konkurencjach biegowych i trzech technicznych, w których atleci zbierali punkty dla swoich drużyn. O końcowym wyniku decydowała jednak dodatkowa konkurencja – sztafeta mieszana (800, 600, 400 i 200 m) nazywana „polowaniem”, której zwycięzcy okazywali się jednocześnie wygranymi całego lekkoatletycznego starcia. Zawody były nieczytelne dla kibiców, z punktacją mieli problem sami zawodnicy, a w zawiłym regulaminie gubili się także komentatorzy.

Na Stadionie Śląskim w Chorzowie, który stanie się lekkoatletyczną areną igrzysk europejskich, będzie inaczej. Organizatorzy stawiają na maksymalną prostotę. Zawody zostaną rozegrane w formule Drużynowych Mistrzostw Europy, a taka decyzja może przynieść same korzyści. – To jest dobry kierunek. W poprzednich edycjach formuły startu nie były zbyt czytelne, kibice tego nie czuli. Drużynowe Mistrzostwa Europy to bardzo dobry ruch. Dzięki temu zawody będą bardzo jasne dla kibica – uważa Artur Partyka, były znakomity skoczek wzwyż.

Rywalizacja zapowiada się bardzo interesująco. Z wielkimi nadziejami do turnieju podejdzie również reprezentacja Polski, która szczególnie w ostatnich latach ma znakomitą passę na arenie europejskiej. Rangę imprezy podnosi to, że będzie ona rozgrywana w formule Drużynowych Mistrzostw Europy, a tutaj jesteśmy potęgą. Dwie ostatnie imprezy odbyły się w Polsce – w 2019 r. w Bydgoszczy, w 2021 r. właśnie w Chorzowie. Biało-Czerwoni dwukrotnie zajęli pierwsze miejsce, więc ponownie będą bronić tytułu. W dodatku będą pomagać im ściany, bo jak mówią – w chorzowskim „kotle czarownic” współzawodniczy im się znakomicie przy dopingu polskiej publiczności.

W Chorzowie kibice zobaczą plejadę lekkoatletycznych gwiazd – od Piotra Liska (skok o tyczce), przez Annę Kiełbasińską (400 m i sztafeta), Michała Haratyka (pchnięcie kulą), Pię Skrzyszowską (100 m przez płotki), Wojciecha Nowickiego (rzut młotem), po Ewę Swobodę (100 m). Zabraknie dwóch naszych mistrzyń. Joanna Jóźwik (800 m) ogłosiła w marcu zakończenie sportowej kariery, a na jej decyzję wpłynęły m.in. liczne kontuzje. W Chorzowie nie będzie też Małgorzaty Hołub-Kowalik, ale tutaj okoliczności są zupełnie inne – mistrzyni olimpijska ze sztafety mieszanej 4×400 m spodziewa się dziecka. – Nasza reprezentacja od ponad dekady jest jedną z wiodących w Europie. Nic się nie zmieni i obok Wielkiej Brytanii i Niemiec powinniśmy być najsilniejsi – przewiduje Artur Partyka. Mocne powinny być też reprezentacje Włoch i Francji.

Świat – a na pewno Europa – w ostatnich latach przekonał się o sile polskich lekkoatletów. W czystym sporcie, bez dopingu, z którego znani stali się Rosjanie, nasi sportowcy wyrośli na jedną z najsilniejszych ekip, jeśli nie najsilniejszą. Zwraca na to uwagę również Artur Partyka, który analizując sukcesy polskich lekkoatletów w ostatniej dekadzie, wyróżnia kilka kluczowych elementów. – Na nasze sukcesy wpływa kilka spraw. To m.in. efekt zaostrzenia walki z dopingiem, bo wśród naszych zawodników to margines, porównując ich choćby z kolegami zza wschodniej granicy. W ostatnich latach zwiększyła się liczba ludzi trenujących lekkoatletykę. Jest kilka programów, które zaczynają robić swoje. Sukcesy naszych zawodników z ostatniej dekady przyciągają młodych do tego sportu. Widać to po frekwencji – w latach 2005–2010 mieliśmy dołek, bo w mistrzostwach Polski brało udział niewielu zawodników, a w tej chwili to wielkości zdecydowanie większe. A poza tym lekkoatletyka to bardzo fajna dyscyplina, wszechstronna – uśmiecha się nasz znakomity lekkoatleta z lat 90. XX w., srebrny i brązowy medalista olimpijski w skoku wzwyż.

W tamtym czasie, gdy polska kadra jechała na wielką imprezę, kibice liczyli głównie właśnie na Partykę, Roberta Korzeniowskiego czy Urszulę Włodarczyk. Wachlarz medalowych szans był bardzo ograniczony. – Był głód sukcesów, ale było ubogo – przyznaje nasz rozmówca. – Teraz kibice naprawdę mają frajdę, bo wielu zawodników sięga po medale. Zresztą, kibice w Polsce kochają tę dyscyplinę w zasadzie od zawsze i mam nadzieję, że nic się nie zmieni – dodaje.

Czy rzeczywiście to się nie zmieni? Ta odpowiedzialność spada na głowy, barki, nogi i ręce następców Partyki, Korzeniowskiego i Włodarczyk. Reprezentacja Polski w igrzyskach europejskich będzie głównym faworytem do zwycięstwa, ale nie ona jedna wystąpi w Chorzowie. Organizatorzy spodziewają się ponad 2 tys. sportowców z 48 państw, którzy zaprezentują się w 37 konkurencjach. Najpierw rywalizację rozpoczną lekkoatleci z krajów należących do dywizji III, następnie II, a potem przyjdzie czas na walkę o medale – na bieżnię wejdą sportowcy z najmocniejszej dywizji I, do której należy Polska. – Na pewno będzie ciekawie. To takie małe igrzyska olimpijskie, w skali europejskiej. Imprezą roku dla lekkoatletów będą jednak mistrzostwa świata, gdzie pojawią się najlepsi sportowcy z całego globu – zauważa Artur Partyka. Te odbędą się w drugiej połowie sierpnia w Budapeszcie. Igrzyska europejskie będą więc doskonałym uzupełnieniem napiętego kalendarza i szansą na sprawdzenie się w rywalizacji z najmocniejszymi Europejczykami.

MB

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.