Dziennik Gazeta Prawana logo
E-wydanie

Dwie prędkości Europy. Kręta i wyboista droga do powszechnej elektromobilności

19 grudnia 2024
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

W 2025 r. w Norwegii nie będzie można zarejestrować nowego auta spalinowego. W Skandynawii większość sprzedawanych samochodów to elektryki. A w Europie Środkowej i nad Morzem Śródziemnym udział pojazdów na prąd w rynku jest taki, jak w… USA i Japonii: mizerny

Niespełna 10 lat temu deliberowaliśmy o milionie samochodów elektrycznych na polskich drogach w 2025 r. Tymczasem, jak wynika z raportu Polish EV Outlook opracowanego przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności, dziś liczba pełnych elektryków (BEV) ledwie przekracza 57 tysięcy, a jeśli doliczymy hybrydy typu plug-in (PHEV), a więc z opcją ładowania z gniazdka, to wyjdzie ok. 100 tysięcy. Dziesięciokrotnie mniej od optymistycznych przewidywań z minionej dekady. Najnowsza prognoza PSNM mówi o 680 tys. aut z napędem elektrycznym w roku 2030, ale przy założeniu dużo większego i skuteczniejszego wsparcia rządu. Czy to realne?

E-liderzy i e-oporni

W ostatnich latach jedne kraje zdecydowanie zdynamizowały proces przechodzenia na elektromobilność, a inne niemal stały w miejscu lub – jak Niemcy w ostatnim roku – odnotowały wręcz dramatyczny spadek tempa elektryfikacji transportu. Na rynku nowych samochodów elektrycznych mamy od paru lat Europę dwóch prędkości: w Skandynawii BEV i PHEV stanowią już grubo ponad połowę wszystkich sprzedawanych nowych pojazdów osobowych, a w Polsce, Czechach i Słowacji oraz na Półwyspie Bałkańskim i we Włoszech – mocno poniżej 10 proc. Średnia europejska oscyluje w tej dekadzie między 21 a 23 proc., przy czym wszystko wskazuje na to, że w roku 2024 będzie niższa niż w 2023 za sprawą potężnego tąpnięcia sprzedaży elektryków w Niemczech (po wycofaniu rządowych dopłat) i totalnej stagnacji w krajach e-opornych, czyli m.in. w Europie Środkowej i we Włoszech.

Jeśli ktoś jeszcze wczoraj śnił o rychłej stuprocentowej elektryfikacji europejskiego taboru, to w kończącym się roku 2024 r. przebudził się boleśnie. Owszem, w Norwegii BEV i PHEV mają już ponad 30 proc. udziału w całej flocie transportowej, ale w Szwecji tylko 12 proc., a w Niemczech i Francji 5 proc., zaś w Wielkiej Brytanii – 4,4 proc. W skali całej Europy jest to zaledwie 3,5 proc. To mniej niż w Chinach (6 proc.) i Kalifornii (5,5 proc.), ale i tak więcej niż w całych USA (1,7 proc.). Włochom ledwie udało się przebić barierę 1 proc., a Polacy zamaszyście trzymają się spalinówek i z udziałem BEV i PHEV na poziomie 0,4 proc. całej floty zamykają ranking elektryfikacji transportu w UE. Co ciekawe, nasz wskaźnik nie jest jakoś dużo gorszy od japońskiego. Ba, z mieszkańcami Kraju Kwitnącej Wiśni łączy nas miłość do klasycznych hybryd – głównie, ma się rozumieć, japońskich.

Europy rok prawdy

Na kolejnych stronach niniejszego dodatku zwracamy uwagę, że rok 2025 będzie kluczowy dla rozwoju elektromobilności nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. Mnóstwo zależy tu od wielkości kija i marchewki. Tę pierwszą mniej więcej znamy: mocno zaostrzone normy emisji oraz kary nakładane na producentów za przekroczenie limitów doprowadzą zapewne do wzrostu cen samochodów spalinowych. Jeszcze niedawno eksperci wróżyli, że auta elektryczne winny tanieć, co podniosłoby ich atrakcyjność, ale nałożenie przez Komisję Europejską wysokich ceł na pojazdy importowane z Chin stawia spadek cen pod znakiem zapytania. Niewątpliwie mocno poprawi się natomiast europejska, w tym polska, infrastruktura ładowania elektryków. Z pewnością pojawi się też marchewka, czyli nowy system dopłat do zakupu BEV. Czy to radykalnie podbije sprzedaż? W Polsce niekoniecznie, bo dwie trzecie rejestrowanych co roku aut stanowią i tak sprowadzone z Zachodu pojazdy używane o solidnym przebiegu i jeszcze bardziej zaawansowanym wieku. Z obiektywnych przyczyn elektryków jest wśród nich mniej niż na lekarstwo.

Jeśli jednak spojrzymy na europejski rynek w dłuższej perspektywie, to nie da się zignorować niebywale silnych trendów. Jeszcze w 2010 r. grubo ponad połowę aut sprzedawanych w krajach Unii stanowiły diesle. We Francji, w Belgii i Austrii ich udział w rynku nowych aut przekraczał nawet 70 proc. Zaledwie dekadę później spadł poniżej 20 proc. i dziś w Skandynawii oraz Holandii nie przekracza kilku proc. W tym samym czasie wystrzeliła sprzedaż klasycznych hybryd (HEV): w 2010 r. ich udział w rynku aut nowych w większości krajów Europy nie przekraczał… 0,5 proc., 10 lat później przebił 10 proc., a w państwach takich jak Irlandia czy Francja jest to dziś ponad 15 proc. Jeszcze większą karierę na niektórych rynkach, zwłaszcza skandynawskim, ale nie tylko (bo także w Belgii, Portugalii i Holandii), zrobiły PHEV: ich udział w rynku aut nowych w ciągu zaledwie czterech lat potrafił wzrosnąć z 0,1 do nawet 25 proc. I wreszcie BEV: dekadę temu ich udział w sprzedaży aut w całej Unii nie sięgał 1 proc. W 2023 r. zbliżył się do 15 proc., a w Skandynawii do 40 proc. W tym segmencie dwie prędkości są odczuwalne najsilniej; we Włoszech i w Polsce udział pełnych elektryków w sprzedaży aut wciąż nie przekracza 5 proc. Owszem, rok 2024 przyniósł na wielu rynkach spowolnienie lub regres, ale w 2025 zaległości mają być odrabiane. Czy będą?

Zapewne, gdyż opisane wyżej tendencje świetnie widać w salonach poszczególnych producentów. Dekadę temu diesle stanowiły ponad połowę oferowanych modeli, w tym 80 proc. w portfolio BMW oraz ponad 70 proc. w salonach Mercedesa czy Audi. Zaledwie pięć lat później udział ten spadł do 30 proc., a obecnie w większości koncernów nie przekracza 15 proc. (w Toyocie, Fiacie i Renault – 10 proc.). Skokowo zwiększył się natomiast udział HEV i PHEV. W przypadku Volvo te ostatnie stanowią ok. 40 proc. oferty. Z kolei Toyota wciąż podbija świat dzięki swoim HEV-om.

Jak wygląda sprzedaż BEV

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) w październiku 2024 r. same BEV stanowiły w Unii Europejskiej 14,4 proc. wszystkich sprzedanych aut, a w okresie od stycznia do końca października – średnio 13,2 proc. Wzrost udziału pełnych elektryków zahamował, bo regres w ich sprzedaży w porównaniu z pierwszymi 10 miesiącami 2023 r. zanotowały Niemcy (minus 26,6 proc.) i Szwecja (minus 17,7 proc.), lekki wzrost zaliczyła natomiast Francja (plus 3,3), a spory (plus 14,2 proc.) – Wielka Brytania; mimo że na Wyspach nie obowiązują regulacje (w tym obostrzenia) unijne, liczni Brytyjczycy przekonali się do BEV i w kończącym się 2024 roku Zjednoczone Królestwo może się stać największym rynkiem aut elektrycznych na Starym Kontynencie.

W Polsce październikowy udział elektryków wyniósł 2,4 proc. (było to dokładnie 1146 sztuk – o 13,8 proc. mniej niż w październiku 2023 r.), zaś za 10 miesięcy 2024 r. – 3,1 proc. (spadek z 3,2 – 3,3 proc. w poprzednich latach). Sprzedaż elektryków nad Wisłą rosła w tym okresie zdecydowanie wolniej niż pozostałych aut (1,2 proc. kontra 14,2 proc.). Na pozycji lidera umocniły się hybrydy (licząc m-HEV, uznawane przez wielu za hybrydy na niby).

W zestawieniach ACEA pojawili się Chińczycy z SAIC Motor – zawdzięczają to głównie przejętej niespełna dekadę temu starej brytyjskiej marce MG (rodem z Oksfordu, znanej w poprzednich dekadach z roverów). Aut największego koncernu z kraju Środka, czyli BYD, jeszcze w tabelach ACEA nie ma – oznacza to, że w pierwszych 10 miesiącach 2024 r. sprzedał w UE mniej niż ostatnia w tabeli Honda, z 0,4 proc. udziału w rynku. ©

Zbigniew Bartuś

udzial-samochodow-elektrycznych-bev-i-phev-w-sprzedazy-nowych-aut-osobowych-38369383.jpg
Udział samochodów elektrycznych (BEV i PHEV) w sprzedaży nowych aut osobowych
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.