wydanie cyfrowe

Chińska gospodarka na krawędzi

976542_big_photo_image_photo_image
Na skutek wojny cenowej w ciągu dwóch ostatnich lat, według agencji Bloomberg, cena chińskich samochodów BYD spadła o 27 proc., a Volkswagena o 13 proc. Na zdjęciu chiński pracownik fabryki samochodów w Qingdao nad Morzem Żółtym / fot. Costfoto/NurPhoto via Getty Images / Getty Images
Mroczną stroną gospodarczego sukcesu Państwa Środka jest nadwyżka mocy produkcyjnych w przemyśle. W przeszłości podobne problemy Pekin już rozwiązywał, ale tym razem utrudnieniem jest wysoki poziom długu i przeciągający się kryzys w sektorze nieruchomości

Chińska Narodowa Komisja Rozwoju i Reform ostrzegła pod koniec listopada 2025 r. przed ryzykiem przeinwestowania w branży robotów humanoidalnych. W Chinach działa w tym sektorze ok. 150 firm i wciąż powstają nowe. Według ekspertów globalny rynek tego typu robotów miał w 2025 r. wartość ok. 25 mld dol., z czego połowa przypadała właśnie na ChRL. Produkcja rośnie, chociaż dotychczas nie ma przykładów powszechnego wykorzystania humanoidalnych robotów w gospodarstwach domowych czy fabrykach.

Dość nietypowe publiczne wystąpienie komisji, którego przesłanie mają zrozumieć przede wszystkim krajowi przedsiębiorcy, to przejaw nowego kierunku w chińskiej polityce przemysłowej. Chodzi w nim o wyhamowanie inwolucji, procesu odwrotnego do ewolucji. W kontekście chińskiego przemysłu termin ten (neijuan) opisuje wyniszczającą konkurencję między firmami, wynikającą z nadwyżki mocy produkcyjnych. Przedsiębiorstwa rywalizują ze sobą przede wszystkim poprzez obniżkę cen, co prowadzi do strat i spadku rentowności całych branż. W inwolucji zwiększone nakłady ze strony firm nie prowadzą do proporcjonalnych zysków, ale są konieczne, żeby utrzymać się na rynku. W tej sytuacji znalazło się wiele sektorów chińskiej gospodarki, w tym te uznawane za strategiczne.

Jak wynika z zestawienia sporządzonego przez ekonomistów Goldman Sachs na koniec 2024 r., przynajmniej w pięciu branżach chińskie moce przewyższają całe światowe zapotrzebowanie. W rekordowej pod tym względem produkcji paneli fotowoltaicznych Chiny są w stanie w ciągu roku wyprodukować 50 proc. więcej, niż wynosi globalny popyt. Pozostałe cztery to produkcja baterii litowych, maszyn budowlanych, samochodów elektrycznych i klimatyzatorów. Z kolei w wytwarzaniu stali mogą zaspokoić aż 80 proc. światowego zapotrzebowania.

Chiński przemysł znalazł się na etapie inwolucji ze względu na nadmierne inwestycje. Wysokie nakłady na środki trwałe to charakterystyczna cecha tego modelu wzrostu gospodarczego w ostatnich kilkudziesięciu latach. Na poziomie globalnym mniej więcej 75 proc. PKB jest związane z wydatkami konsumpcyjnymi, a pozostałe 25 proc. przypada na inwestycje. W Chinach te proporcje są inne: na konsumpcję przypada niecałe 55 proc. PKB, a inwestycje stanowią ponad 40 proc. Całość uzupełnia nadwyżka w handlu zagranicznym, która również ma dla Chin wyjątkowe znaczenie.

Inwolucyjna recydywa

Nadmierna skłonność do inwestycji sprawia, że nie jest to pierwszy epizod inwolucji w chińskim przemyśle. Pierwszy miał miejsce w latach 90. XX w. i dotyczył nadwyżki mocy produkcyjnych w sektorach pracochłonnych, wówczas – tak jak większość gospodarki – pozostających w rękach państwa. Część nierentownych firm została zamknięta, połączona lub sprywatyzowana. W ciągu czterech lat, do 2000 r., pracę straciło 25 mln osób. Dopiero na początku XXI w. Chiny stały się członkiem Światowej Organizacji Handlu (WHO), co dało początek zagranicznej ekspansji. Dzięki temu część nadwyżkowych mocy produkcyjnych udało się wyeksportować.

W połowie poprzedniej dekady przerost mocy produkcyjnych doprowadził do wyniszczającej wojny cenowej i spadku zysków w przemyśle ciężkim. Władze centralne zareagowały odgórnym nakazem ograniczenia produkcji żelaza i stali, cementu, węgla i aluminium poprzez przydzielenie poszczególnym prowincjom określonych limitów produkcyjnych. Ograniczenie produkcji udało się osiągnąć także dzięki ścisłemu egzekwowaniu norm środowiskowych. Tym razem Chinom jednak nie sprzyjały warunki zewnętrzne – w latach 2015–2016 ich eksport spadał. Żeby złagodzić skutki ograniczeń w produkcji i spadku popytu zewnętrznego, władze zdecydowały się na znaczne zwiększenie wydatków fiskalnych, nakierowanych w szczególności na rewitalizację chińskich miast, żeby w ten sposób pobudzić rynek nieruchomości. Skutkiem ubocznym tej terapii był gwałtowny wzrost cen. Bańka spekulacyjna w sektorze nieruchomości, który w apogeum odpowiadał za ok. 30 proc. PKB, pękła w 2021 r. W naturalny sposób zwiększyło to strumień inwestycji w nowe sektory przemysłu. Szczególnie że w 2015 r., dwa lata po objęciu władzy przez Xi Jinpinga, prezydent ogłosił plan „Made in China 2025”, którego celem było przekształcenie Chin z producenta konkurującego niskimi kosztami pracy w globalnego lidera w zaawansowanych technologicznie branżach.

Swój udział w gwałtownym wzroście mocy produkcyjnych miała też liberalizacja przepisów. Dopóki chińskie władze kontrolowały przemysł samochodowy, dominujący udział w rynku miały trzy państwowe firmy – SAIC, FAW i Dongfeng. W 2018 r. najpierw zezwolono zagranicznym przedsiębiorstwom na posiadanie więcej niż 50 proc. udziałów w firmach motoryzacyjnych, a następnie zniesiono obowiązek uzyskania zezwolenia na nowe inwestycje w branży. Obecnie więc o pieniądze konsumentów zabiega 130 producentów, a na rynku można wybierać spośród 80 marek samochodów elektrycznych. Dziś największym sprzedawcą samochodów w Chinach jest prywatny koncern BYD.

Ceny lecą w dół

Efektem gwałtownego rozwoju branży i jej możliwości produkcyjnych jest trwająca mniej więcej od dwóch lat wojna cenowa. W tym czasie, jak wyliczyła agencja Bloomberg, cena samochodów BYD spadła o 27 proc., a aut Volkswagena o 13 proc. W istocie spadek cen w tym okresie dotknął wielu rodzajów produktów. Na przykład gruszki potaniały w dwa lata o 31 proc., a przeciętna cena butelki czerwonego wina od firmy Great Wall (największy producent w Chinach) obniżyła się o 29 proc. Ceny mieszkań w dużych miastach spadły o 27 proc., ogórków o 18 proc., ceny najmu nieruchomości poszły w dół o 9 proc., mikrofalówek o 8 proc., szamponu o 6 proc., a pralek o 4 proc.

Zsumowane spadki cen poszczególnych artykułów przekładają się na deflację na poziomie całej gospodarki. Ceny producentów spadają od października 2022 r. i jest to najdłuższa taka seria od lat 60. Konsumenci powinni się z tej sytuacji cieszyć – mają przecież szansę kupować produkty coraz taniej. Jednak wraz ze spadającymi cenami znikają też zyski przedsiębiorstw, a w wraz z nimi obniża się tempo wzrostu płac. Jeszcze w poprzedniej dekadzie wynagrodzenia rosły ok. 10 proc. z roku na rok, obecnie zwiększają się w tempie 2–3 proc. Coraz trudniej znaleźć zatrudnienie, choć bezrobocie jeszcze nie rośnie.

Według południowokoreańskiego Instytutu Badań Motoryzacyjnych (Automotive Research Institute) tylko trzech chińskich producentów – BYD, Li Auto i Geely – zakończyło poprzedni rok zyskiem. Czwartą firmą na plusie był oddział amerykańskiej Tesli, która pod koniec 2019 r. uruchomiła gigafabrykę w Szanghaju. Niektórzy mniejsi producenci już wypadli z rynku, ale wiele firm funkcjonuje mimo przynoszonych strat. Duży w tym udział chińskich samorządów – motoryzacja ma znaczenie z punktu widzenia lokalnego PKB, zatrudnienia i dochodów budżetowych. Prowincje mogły oferować grunty, ulgi podatkowe, a nawet dokonywać bezpośrednich inwestycji kapitałowych. Nie są więc zainteresowane tym, żeby działające na ich terenie firmy upadły. Dodatkowo chińskie prawo upadłościowe nie ułatwia egzekwowania długów od zalegających z płatnościami przedsiębiorstw. Zarazem wykorzystanie mocy produkcyjnych w motoryzacji to obecnie ok. 50 proc.

Imperium długu

Tym razem zadanie chińskich władz, by zapanować nad nadmierną podażą produktów swoich przedsiębiorstw, jest trudniejsze niż w przeszłości, a to z kilku powodów. Poprzednie dwie duże interwencje dotyczyły przede wszystkim sektora publicznego. Tymczasem większość przedsiębiorstw, które obecnie mają ograniczyć produkcję, to firmy prywatne. Państwu trudno będzie zmusić je np. do połączenia z innymi przedsiębiorstwami, wymusić redukcję zatrudnienia czy podyktować ceny. Nigdy wcześniej też inwolucja nie dotknęła tak wielu sektorów naraz.

Inny problem to poziom długu w chińskiej gospodarce. W przeszłości Chiny mogły sobie pozwolić na ograniczenia produkcji w niektórych sektorach, bez większej szkody dla tempa wzrostu gospodarczego. Między innymi dlatego, że inwestowały na potęgę w rozwój nowych sektorów. Skutkiem ubocznym jest wzrost zadłużenia sektora niefinansowego (gospodarstwa domowe, rząd i firmy z pominięciem banków) ze 134 proc. PKB w 2008 r. do 287 proc. PKB na koniec 2024 r., według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych. Przypomnijmy, że w latach 2008–2009 przez globalną gospodarkę przetoczył się kryzys finansowy, przez który gwałtownie spadł zagraniczny popyt na chińskie produkty. W żadnym innym dużym państwie dług nie wzrósł w tym okresie w takim stopniu. W 2008 r. obciążenie długiem chińskiej gospodarki było o ok. 100 pkt proc. niższe niż zobowiązania USA i UE odniesione do PKB. W 2024 r. Chiny przebiły pod tym względem obydwu globalnych konkurentów o 39–44 pkt proc., stając się jednym z najbardziej zadłużonych państw w skali globu. A w świecie spadających cen długi spłaca się trudniej niż w okresach podwyższonej inflacji. Gdy w 2022 r. tempo wzrostu cen w państwach wysokorozwiniętych osiągnęło najwyższe poziomy od dziesięcioleci, zobowiązania sektora niefinansowego w odniesieniu do PKB znacznie spadły. W Chinach ten efekt był niemal niewidoczny.

Rosnący opór przed chińskim eksportem

We wzroście długu odbija się jeszcze jeden problem – nieefektywności chińskich inwestycji. Zazwyczaj zobowiązania zaciągane na finansowanie nakładów na środki trwałe nie powodują wzrostu długu do PKB w dłuższej perspektywie. Dzieje się tak, ponieważ inwestycje powinny z czasem na tyle zwiększyć PKB, żeby zrekompensowało to przyrost długu. Zakłada to jednak, że inwestycje są produktywne. W przypadku Chin trudno o taki wniosek, skoro efektem zwiększonych inwestycji jest jeden z najszybszych przyrostów długu w relacji do PKB w historii współczesnej gospodarki.

Na początku listopada chińskie ministerstwo finansów poinformowało o powołaniu do życia nowego departamentu, który będzie zarządzał długiem publicznym. To potwierdza, że władze dostrzegają problem i zamierzają poświęcić mu więcej uwagi. W szczególności chodzi o zapanowanie nad ukrytym długiem chińskich prowincji, zaciągniętym za pośrednictwem podmiotów typu LGFV (Local Government Financing Vehicle). To narzędzia tworzone do realizacji różnego rodzaju projektów inwestycyjnych, żeby w ten sposób ominąć ograniczenia w zadłużaniu się, narzucone prowincjom przez władze centralne. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje dług podmiotów LGFV na równowartość 50 proc. chińskiego PKB.

Pekin postanowił zmierzyć się z przerostem mocy produkcyjnych w przemyśle nie tylko dlatego, że problem ten wymaga coraz pilniejszego rozwiązania. Niespodziewanie sprzyjające okazują się okoliczności zewnętrzne. Mimo handlowego konfliktu z USA, którego przejawem jest podwyżka amerykańskich ceł z 11 proc. na koniec 2024 r. do ok. 30 proc. obecnie, chińskie eksport i nadwyżka handlowa biją rekordy. Po 11 miesiącach 2025 r. wartość sprzedanych za granicą towarów przekroczyła 3,4 bln dol. i jest wyższa niż przed rokiem o 5,4 proc. Różnica między wartością eksportu i importu wzrosła w tym okresie o ponad 20 proc., przekraczając 1 bln dol. Ponadto prognozy na najbliższe lata są korzystne. I podobnie jak 20 lat temu Chiny upychają nadwyżkę mocy produkcyjnych u partnerów handlowych.

Ale zagraniczna ekspansja nie przebiega bez problemów. W trakcie niedawnej wizyty w Pekinie francuski prezydent Emmanuel Macron zwrócił uwagę gospodarzom, że zalewając swoimi produktami unijny rynek, działają na szkodę swojego klienta. W tym roku, po ograniczeniu sprzedaży do USA, to właśnie w handlu z Unią Europejską Chiny mają największą nadwyżkę. Jeśli to się nie zmieni, Unia będzie zmuszona pójść w ślady Stanów Zjednoczonych i podnieść cła – ostrzegł Macron. Od 1 stycznia cła na 1400 różnych produktów, m.in. samochody, odzież i AGD, podniesie Meksyk. Stawki wzrosną do 50 proc., a Chiny są wymieniane na pierwszym miejscu wśród dotkniętych podwyżkami państw. Brazylia, utrzymująca dobre relacje z Chinami, zamierza z kolei w 2026 r. podnieść cła na stal, by w ten sposób chronić krajowych wytwórców przed sprzedawanymi po dumpingowych cenach produktami od swojego ekonomicznego partnera. Generalnie na świecie rośnie opór przed chińskim eksportem, co stawia pod znakiem zapytania prognozy dalszego wzrostu zagranicznej sprzedaży.

Więcej tego samego

Według Kristaliny Georgiewej, dyrektor zarządzającej MFW, tak duży kraj jak Chiny nie może opierać swojego wzrostu gospodarczego na nadwyżce handlowej. Przynajmniej od kilku lat Chiny starają się to zmienić. Jednak wysiłki, które mają zachęcić gospodarstwa domowe do zwiększonych wydatków, przynoszą mizerne efekty. Po pandemii i załamaniu cen nieruchomości, które są głównym składnikiem majątku Chińczyków, ich nastroje i chęć do wydawania pieniędzy są na niskim poziomie. Jeśli już są gotowi kupić coś więcej bez dodatkowej zachęty ze strony rządu, to raczej usługi, a nie elektryczny samochód.

Chiński rząd wielokrotnie interweniował, żeby poprawić sytuację na rynku nieruchomości, ale na tym polu również osiągnięcia nie są znaczące. Ceny wciąż spadają, a kolejne duże firmy balansują na granicy bankructwa. Vanke, jeden z deweloperów realizujących projekty w dużych miastach, w którym 30 proc. udziałów ma państwo, nie dał rady przekonać posiadaczy obligacji, żeby zgodzili się na wydłużenie o rok spłaty papierów dłużnych o wartości 2 mld juanów (280 mln dol.). Pieniądze powinny trafić do inwestorów w poniedziałek 15 grudnia. Jeszcze przed końcem roku Vanke ma spłacić kolejne 3,7 mld juanów długu i również chciałby tę płatność odsunąć o rok. Udział państwa sprawia, że eksperci wciąż widzą szansę na uratowanie firmy.

W tle dyskusji o głównych kierunkach rozwoju chińskiej gospodarki, prowadzonych na najwyższym szczeblu, problem inwolucji miał się pojawić po raz pierwszy w połowie mijającego roku. W lipcu stał się już jednym z priorytetów. Na spotkaniu, w którym uczestniczyli wysocy rangą lokalni uczestnicy rynku, przewodniczący Xi miał zadać retoryczne pytanie: „Czy jeśli chodzi o projekty inwestycyjne, to urzędnicy państwowi zawsze muszą mówić o kilku obszarach: sztucznej inteligencji, mocy obliczeniowej i samochodach elektrycznych? Czy wszystkie prowincje w kraju mają rozwijać te właśnie gałęzie przemysłu?”.

Część ekspertów jest zdania, że efekty tej – na razie przede wszystkim – słownej interwencji, za którą dopiero nadchodzą zmiany w przepisach (Chiny pracują nad ustawą o cenach, która ma ukrócić agresywną konkurencję), już są widoczne. W październiku inwestycje w środki trwałe były niższe niż rok wcześniej o ponad 10 proc., a wynik ten powtórzył się w listopadzie. Ceny znów zaczęły rosnąć – przynajmniej na poziomie inflacji konsumenckiej. Poprawiły się też zyski przedsiębiorstw. Pytanie tylko, co się stanie, jeśli w efekcie ograniczenia inwestycji spadnie tempo wzrostu gospodarczego i wzrośnie bezrobocie. Zapewne to samo, co zawsze, gdy taki problem się pojawiał w ostatnich latach. Chiny znów zaczną inwestować, a ich zadłużenie – rosnąć. Tylko że ten model wzrostu wydaje się bliski swoim limitom. ©Ⓟ


Nasz serwis wykorzystuje wyłącznie najnowsze technologie, aby zapewnić użytkownikowi najwyższą jakość usług. Prosimy o zaktualizowanie przeglądarki, aby poznać pełne możliwości naszego serwisu. Pobierz Microsoft Edge, aby korzystać z serwisu.